Nasiona i kolejne następstwo płodów
Ze zbóż siali najwięcej żyta, jęczmienia, prosa, tego więcej, niż obecnie. Pszenicy i owsa siewali mniej więcej tyle, co obecnie. Dużo siali także tatarki, ale tylko po wsiach lasowskich, piaszczystych.
Ziemniaków sadzili mało, zaledwie połowę tego, co obecnie. Toteż oszczędnie je jedli, dzieci ukradkiem przed starszymi wyciągały je z dołów "łażonych" i piekły w domu, a od Bożego Narodzenia już się ziemniaków nie jadło, bo resztę przeznaczali do sadzenia.
Natomiast dużo siali rzepy, mianowicie w lecie na spokładanych ścierniskach. Drobniejszą suszyli na strychach i następnie spożywali najwięcej w poście jako t. zw. całkę, t. j. gotowaną w łupinach i zasypywaną kaszą jaglaną. Większą siekali i maścili nią sieczkę dla krów do dojenia w zimie. Maścili też gotowaną i utłuczoną plewy dla trzody. Zresztą jedli ją też surową, jak dziś owoce.
Więcej też niż obecnie sadzili kapusty. W każdym gospodarstwie kisili jej na zimę zwyczajnie 2 beczki, obejmujące 6–7 korcy; kisili w całych główkach, a tylko przesypywali drobniejszą, usiekaną z liści kapuścianych ręcznemi siekaczami. W zimie wszystko to jedli, a tylko kwasem maścili czasem sieczkę dla krów, "żeby się pozbyły motylicy".
Ze strączkowych siali bób i groch w większej ilości, niż teraz. Fasoli siali bardzo mało. Nadto każdy gospodarz siał len i konopie. Z pastewnych siali trochę koniczyny, mniej, niż w czasach dzisiejszych. Zresztą dla krów w lecie do dojenia zbierali chwasty, zrzynali jęczmień, pszenicę, wyżynali trawy po miedzach, albo też ukradkiem na pańskiem.
O potrzebie odmieniania nasienia do siewu i sadzenia nikt nie myślał. Nasienie było marne, zwyrodniałe. Jeżeli gospodarz po zebraniu plonów z pola widział, że ma zboża lub okopowych za mało na cały rok, to zaraz w jesieni musiał odebrać i schować bezpiecznie do siewu i sadzenia swoje własne nasienie, a do spożycia domowego kupował, choćby miał najdrożej płacić. Od ojca bowiem miał tę naukę, żeby swoje własne nasienie siał i sadził, a także nie sprzedawał go drugiemu do siewu i sadzenia "boby mu się do drugiego gospodarza przewiedło".
Również kolejne następstwo płodów w gruncie było jak za dawnych czasów. W naszej gminie na przykład obowiązywał taki podział roli: gdzie obecnie 5-ta klasa gruntu, tam wszyscy siali żyto ozime i co cztery lata po wygnojeniu proso; gdzie zaś pierwsza klasa, tam siali pszenicę, jęczmień, owies, koniczynę, bób i sadzili ziemniaki i kapustę. Tę naukę ojcowie wpajali w synów i wnuków, aby tylko tak siać i sadzić, bo inaczej urodzaj chybi. Każdy też tej nauki się trzymał, aby nie chybił i nie był wyśmiany.
Gdym zaczął samodzielnie gospodarować, ojciec mojej żony doradził mi, żeby trochę ziemniaków zasadzić koło domu na polu zwanem "Ogniska", ażeby z nowego można było ukopać ziemniaków na domową potrzebę, nim zbierze się ziemniaków z pola w jesieni. Ja się trzymałem tego, co od ojca i dziadka słyszałem, że w tem miejscu będzie tylko żyto i proso. A teść na to: "Wsadź na wolę Bożą choć kawałeczek ziemniaków, może coś urośnie, będziesz miał bliżej". Usłuchałem; przyszła wiosna i na wspomnianem polu sadziłem ziemniaki. Byłem już w połowie roboty, gdy nadszedł jeden z najstarszych wówczas w Dzikowie gospodarzy Maciej Mortka i woła do mnie, śmiejąc się: "Hej, młody gospodarzu! Twój dziadek i ojciec stąd ziemniaków nie jadł, i ty nie będziesz jadł. Nic ty tu nowego nie zaprowadzisz". Tak kilka chwil stał nade mną i tłumaczył mi, że źle robię, że nie mam doświadczenia. Były to rady starego, poważanego gospodarza, mogły mną zachwiać, odwieść mnie od rozpoczętej roboty, — zdobyłem się jednak na odwagę i sadzenia dokończyłem.
Przyszła jesień; ziemniaki porosły nad podziw, tak krzaki, jakoteż i pod krzakami także, że można je było narączkiem nosić do domu. Wszyscy się temu dziwili niemało, a i ów gospodarz, który odradzał mi sadzenie, ile razy przechodził tamtędy i widział ten niezwykły urodzaj, zatrzymywał się i mówił do siebie: "U młodego trza się teraz rozumu uczyć, u młodego", i to samo nieraz powtarzał.
Ten wypadek nauczył mnie w życiu bardzo wiele: od tego czasu coraz mniej zważałem na gadki i śmiechy ludzkie, coraz śmielej zrywałem z przesądami. Wprowadzałem inny płodozmian i gdzieindziej i dobrze na tem wychodziłem. Na tem samem polu, gdzie starzy nigdy ziemniaków nie sadzili, sadzę je obecnie stale i zawsze mam ładny zbiór, bo ziemia wyjałowiona dawniej zbożami, a zasilana teraz często nawozem, szczególniej nadaje się pod jarzyny.
W tych czasach nie brak nigdzie ładnych ziemniaków. Dawniej, skoro Niemcy, koloniści z Padwi, o 3 mile, nie dowieźli do Tarnobrzega ziemniaków, zaraz dawał się odczuwać brak tego artykułu i drożyzna; — obecnie gospodarze z Dzikowa zaspokajają w znacznej części zapotrzebowanie na ziemniaki w mieście i mają ich jeszcze dość na własny użytek.
16.04.2008. 23:18