Głody za pańszczyzny i niedostatek chleba w czasie popańszczyźnianym
Nic dziwnego, że przy dawniejszym sposobie gospodarowania brak było chleba i z małym wyjątkiem każdego roku był przednowek; a - jak starsi opowiadali - dawniej nieraz spadała taka klęska głodowa, że nawet za pieniądze nie można było zboża kupić.
Dziadek mój i ojciec nieraz mówili, że gdy głód dokuczał i nie było ani ziarnka w domu, to gospodarz wybierał się z pieniędzmi, aby gdzie parę garncy jakiegokolwiek zboża kupić i domowników pożywić. Chodził od wsi do wsi, od miasteczka do miasteczka, a dzieci zgłodniałe wyglądały tymczasem ojca, jak zbawienia. Ten nareszcie po długiej wędrówce powracał, bywało jednak, że wobec zbiedzonej głodem rodziny rzucał na stół pieniądze, bo zboże nigdzie nie dało się kupić. Wtenczas wszyscy domownicy uderzali w płacz, jak na organach. Opowiadali też o takim nieurodzaju, że jednego roku ze dworu dzikowskiego pożyczano chleb w klasztorze OO. Dominikanów w Tarnobrzegu.
Ludzie na przednowku żywili się perzem i różnemi chwastami, - a dziś nie mamy już nawet wyobrażenia o tych dawnych przednowkach i klęskach głodowych.
Zresztą jak sam z dzieciństwa pamiętam, chleba u każdego gospodarza, większego czy mniejszego, było zwyczajnie skromnie. Bochenek napoczęty był zawsze chowany i chleb był udzielany dzieciom i służbie. Brak pożywienia uczuwać się dawał co rok prawie na przednowku, t. j. od wiosny do żniw. Zboże i inne produkty podskakiwały wtedy w cenie prawie drugie tyle i były do nabycia jedynie u żydów, którzy zbierali je od gospodarzy już od żniw przez jesień, najczęściej za wódkę, a na przednowku dobrze spieniężali, wystawiając w czasie targów na rynku w workach. A koło tych worków kręciła się wtedy głodna rzesza więcej, niż w innych stronach rynku, kupując zboże na garnce lub kwarty, jak kogo stać było.
W dobrych też czasach zboże i ziemniaki rzadko bywały tańsze niż obecnie. Tylko z nowego i przy bardzo pomyślnych zbiorach było poddostatkiem żyta i do takich tylko czasów mogło się odnosić przysłowie: "Na Matki Boskiej Zielny - chłop chodzi, jak cielny" (tj. najedzony).
Więc chleb był zawsze bardzo szanowany, każdy wyzbierywał starannie kłoski na swojem polu, bo uchodziło to za grzech, gdyby je na ściernisku na zmarnienie zostawił, a chudobniejsi zbierali je na pańskiem i szukali ziemniaków na kopniskach, mówiąc, że się im to lepiej opłaci, niż chodzenie na zarobek.
Za grzech też wielki uważali zmiatanie okruszyn chleba na ziemię, a jeżeli ktoś okruszynę taką zobaczył na ziemi, to ją podnosił i całował, przepraszając w ten sposób dar boży za zniewagę. Łopatę do wsadzania chleba i pomiotło do wymiatania pieca chlebowego gospodyni stawiała zawsze do góry, bo na łopacie były resztki ciasta i mąki, więc nie należało walać ich po ziemi; przytem przestrzegali pewnej czystości przy przyrządzaniu pożywienia.
16.04.2008. 23:31