Ogrodnictwo i warzywnictwo
Co do ogrodnictwa, to były wprawdzie sady koło domów, a po niektórych wsiach było ich nawet więcej niż dzisiaj, ale drzewa w tych sadach były dzikie, które albo same wyrosły, jak dzikie śliwy, grusze, jabłonie, - albo je gospodarz gdzieś w polu wykopał, przyniósł i koło domu zasadził, nie zważając na to, jaki będzie owoc. Drzewa te rosły gęsto, skołtunione jedno koło drugiego, i nie mogły się należycie rozrastać.
Prócz tego wśród pól widziało się wszędzie samotne, leśne czyli dzikie grusze. Rosły one na skrajach pól, na miedzach i z nich było najwięcej owocu. W jesieni strząsali z nich po kilka korcy gruszek, każdy na swojem polu.
Nikt w okolicy nie sadził dobrych, szlachetnych szczepów, bo nawet przy zamku w Dzikowie nie było dawniej takiego ogrodu owocowego, jaki jest obecnie, i było tylko niewiele drzew owocowych na własną potrzebę. Dopiero przed kilku dziesiątkami lat zaczęli najpierw po dworach zaprowadzać szlachetne ogrody owocowe, a następnie i niektórzy chłopi, ale przeważnie tylko po wsiach, leżących nad Wisłą i Sanem. Najpierw chodziła pogłoska, że najlepsze ogrody owocowe mają gminy Skowierzyn i Wrzawy. Po innych wsiach, mających grunta piaskowe, i dziś mało się trafi, żeby ktoś sobie zasadził kilka drzew owocowych, choć na swoją potrzebę. Wymawiają się zawsze tym, że grunt niedobry, że jak jeden sadzi, to mu drugi wydrze itp., ale w rzeczywistości nie chce im się sadzić, i nikt nawet nie próbuje sadzić.
Ale w niektórych gminach nad Wisłą i Sanem widać obecnie znaczny postęp w ogrodnictwie: sadzą drzewa szczepione w pewnych linjach i odstępach jedno od drugiego tak, że każde może się swobodnie rozrastać i owocować, a pod drzewami zawsze można coś siać lub sadzić.
Nie było też dawniej żadnej prawie pielęgnacji sadu, do drzewa zachodził gospodarz przeważnie tylko wtedy, gdy miał zebrać owoc. Jeżeli kto miał sad, to pasł w nim bydło, nawet i trzodę, a za całą pielęgnację starczyć miało przewiązywanie drzewa powrósłem.
Przewiązywanie to odbywało się zawsze na Boże Narodzenie, mianowicie w wigilję, po "postniku". Była mowa, że jeżeli się którego drzewa nie zwiąże wtedy słomą, to będzie gniewać się i rodzić nie będzie. Więc zaraz po postniku wybiegali młodzi do ogrodu, jeden szedł przodem z siekierką i w każde drzewo pukał, zapytując się przytem: "Będziesz rodzić czy nie, bo cię zetnę", - a drugi idąc za nim, odpowiadał: "Nie ścinaj, będzie rodziło", - i powrósłem drzewo obwiązywał. I to samo powtarzało się przy każdym drzewie. Powrósło zaś musiało być na drzewie przez całe lato, nie wolno było go odwiązywać, chociażby się na nim najwięcej gąsienic zalęgło.
Ale to i dziś jeszcze widać po wsiach drzewa, poobwiązywane powrósłami, choć to wierutny zabobon, i drzewom nic nie pomaga, a może szkodzić, jeżeli za powrósłem zagnieździ się robactwo. Wielu nie rozumie jeszcze, że koło drzew trzeba chodzić tak, jak koło roli, że trzeba je pielęgnować przez cały rok, a wtedy jest z sadu ładny dochód, lepszy niż z roli. Ja np. największy dochód mam obecnie z ogrodu owocowego, który wynosi 1½ morgi. W ostatnim roku, 1928, mam z niego 3.000 zł. czystego dochodu.
Przetworów owocowych nie robili innych, prócz tego, co suszyli w piecach chlebowych: śliwki, jabłka, a szczególnie gruszki, - i przyrządzali z tego polewkę do picia na wigilję, a w czasie postu dodawali owoc suszony, rozgotowany i roztarty do kaszy jaglanej, co tak dzieci, jak starsi mieli za specjał.
Ogrodów warzywnych nie było. Bywały tylko małe ogródki, w których bywało trochę marchwi i pietruszki; marchwi zwyczajnie nawet nie zbierali, bo ją dzieci zawczasu wyciągnęły z ziemi i zjadły. Pola koło domów nie były więcej cenione niż dalsze, bo warzyw na nich nie uprawiali, a były narażone na szkody od drobiu i bydła. Jedynie z Wrzaw dowozili chłopi na targi cebulę, czosnek, marchew, mak, - a takie warzywa, jak: ogórki, kapusta włoska, sałata, karpiele, kalarepa, kalafiory, szparagi, pomidory, fasola tyczna, groszek cukrowy bywały chyba w ogrodach dworskich, następnie rozpowszechniły się u urzędników, - chłopi ich wcale nie znali.
Dziś wszystkie te warzywa, a szczególnie ogórki, uprawiane są przez chłopów, zwłaszcza w okolicach rędzinnych i w niektórych wsiach, np. w Dzikowie wyżej uprawa ta stoi, niż dawniej we Wrzawach.
16.04.2008. 23:22