Pastwisko
Co do pastwiska, to za pańszczyzny i przez 20 lat po jej ustaniu główne pastwisko dzikowskie było nad Wisłą, w t. zw. Kępie. Ciągnęło się od przysiołka Podłęże do granicy zakrzowskiej. W dalszym ciągu leżały nadwiślańskie pastwiska, należące do gmin: Zakrzów, Sielec, Koćmierzów, Zarzekowice aż do Nadbrzezia, leżącego naprzeciw Sandomierza. Pastwisko dzikowskie leżało po obu stronach wału wiślanego i było wałem przepołowione. Wynosiło 68 morgów.
Przy tem pastwisku była wówczas wyspa wiślana, wynosząca również kilkadziesiąt morgów, porośnięta trawą i wikliną, gdzie także pasło się bydło dzikowskie. Na wyspę tę przeganiali konie po robotach, krowy nie dojące się, jałówki i nie zganiali ich stamtąd całymi tygodniami, nieraz dopiero wtedy, gdy woda na Wiśle przybierała i groziła zalewem wyspy.
Prócz tego gromadzkiego pastwiska w Kępie było jeszcze drugie, bliżej wsi pod Zwierzyńcem, gdzie tylko kmiecie mogli paść swoje konie i woły. To kmiece pastwisko wynosiło 36 morgów.
Razem więc pastwiska dzikowskie wynosiły wtedy 104 morgów. Lepsze było w Kępie, gdyż grunt tam był pierwszej klasy, przytem użyźniany wylewami Wisły.
Były to pastwiska serwitutowe, do których i dwór miał prawo. W r. 1867 po uregulowaniu serwitutu czyli służebności gmina otrzymała z tego obszaru 79 morgów na swoją wyłącznie własność.
Pastwisko w Dzikowie było odtąd dla wszystkich dostępniejsze: w Kępie - dla przysiołka Podłęże, dawne pastwisko kmiece rozszerzone - dla głównej części Dzikowa.
Po zniesieniu pańszczyzny należeli do pastwiska tylko kmiecie, zagrodnicy i komornicy uwłaszczeni w Dzikowie, - razem 42 numerów. Następnie ci przypuszczali spod swoich numerów do pastwiska swoje dzieci i w ogóle członków rodziny tak, że w r. 1868 było 69 gospodarzy, uprawnionych do korzystania z pastwiska i ci otrzymali je na własność. To osobiste przyzwalanie krewnym na korzystanie z pastwiska utrzymało się w zwyczaju jeszcze z dziesięć lat po zniesieniu serwitutu, później przypuszczano do pasania tych, którzy o to prosili i złożyli oznaczoną przez radę gminną opłatę od sztuki bydła, czyli t. zw. spaśne.
Z czasem, ponieważ do gminy zaczęli napływać żydzi, pastwisko zastrzeżono hipotecznie tylko katolickim obywatelom Dzikowa. Obecnie jest w Dzikowie 294 nr-ów, z pastwiska może korzystać każdy, kto jest katolikiem.
Jednakże pożytek z pastwiska był stosunkowo niewielki, jak jest i dzisiaj jeszcze. Trawa lepsza była z wiosną i po deszczach, przeważnie jednak była licha, nie uprawiana i nie odmieniana. Bydło odbywało na pastwisko codziennie daleką drogę. Pastwisko w Kępie oddalone było od głównej części wsi o 2 klm. Ponieważ bydło wyganiało się zrana i spędzało na południe i powtarzało się to znowu po południu, - więc samej drogi na pastwisko i z pastwiska robiło bydło codziennie 8 klm.
A widzi się to i dziś jeszcze, że pasza na pastwisku jest zupełnie niedostateczna, a przytem bydlę wystawione jest tam to na skwar słoneczny, to znów na słotę i chłód przejmujący, więc się nie rozrasta, karłowacieje i z mlekiem ucina.
Toteż w tych wsiach, które mają pastwiska, widzi się przeważnie liche bydło i brak nabiału. Na przykład Chmielów w pow. tarnobrzeskim ma coś 1000 morgów pastwiska, ale gdy się tam spytać o krowy i nabiał, gospodarz odpowiada: "Jest ta u Pana Boga 4–5 bydląt, ale mleka nie mają i barszczu nie ma czym podbić".
Lepsze bydło spotyka się zazwyczaj tam, gdzie pastwiska nie mają. W takich wsiach bydło, trzymane w domu, jest regularnie i lepiej odżywiane i dostarcza nabiału, przytem robi nawóz w oborze, więc jest czym grunt nawozić, a potem się rodzi i podnosi się ogólnie dobrobyt.
Toteż - można powiedzieć - pastwiska takie, jak były dawniej i dziś są jeszcze, stanowią jedną z przyczyn biedy na wsi. O ile lepiej byłoby, gdyby były umiejętnie uprawione, podzielone lub wydzierżawione przez gminę, przez jej mieszkańców i w ten sposób zamieniły się na pola orne lub łąki. O ile więcej byłoby wtedy we wsi chleba i paszy.
16.04.2008. 23:27