Uprawa gruntu
Uprawa gruntu w czasach popańszczyźnianych była bardzo licha i to zarówno we dworze, jak i na wsi. Tak tam, jak i tu, grunta były zarośnięte, na środku niwy rosły ciernie i chwasty różnego rodzaju, perz plenił się tak, że pług trudno było do ziemi włożyć; nie brak też było dołów z wodami i różnych nierówności. W stertach zbożowych na niwach pańskich gnieździły się świnie dworskie i chłopskie, i nikt się o to nie gniewał.
Mało się wtedy o to troszczyli, aby ciernie wykopać, grunt odwodnić, zrównać, z chwastów i perzu oczyścić; zamiast łąki były bagna. Blisko trzecia część ziemi leżała odłogiem, nie uprawiona. Chłop był przyzwyczajony za pańszczyzny robić w gruncie, jak za szarwark, aby mu dzień zeszedł, tak u siebie, jak i we dworze; miał to na myśli, że to wszystko gospodarstwo nie jego, więc spychał tylko robotę z dnia na dzień.
Taka licha uprawa była jeszcze ze 20 lat po pańszczyźnie — potem dopiero zaczął się postęp, najpierw we dworze, a następnie i u chłopów.
Orali wszędzie w czteroskibowe zagony, więc wskutek tego wiele pola odchodziło bezużytecznie na brózdy. Ale kolejne następstwo robót w gruncie było mniej więcej takie jak obecnie. Ścierniska były najpierw pokładane czyli przeorywane, następnie zawłóczone bronami, — a gdzie było więcej perzu, tam przed włóczeniem radliło się osękiem; pod siew zaś albo jarzyny orało się drugi raz na świeżo. Ziemniaczyska zawłóczyli tylko z perzu i chwastów i dopiero pod siew orali. Jednakże z powodu lichych narzędzi grunt nie był tak czysto wyprawiany jak obecnie.
Ugorów chłopi nie zostawiali; zostawiano je tylko we dworze dla dworskiego bydła i wołów. Grunta 5-ej klasy, których we wsi najwięcej, t. j. na Ogniskach i w Nawozach, nawozili gnojem co cztery lata, nad Wisłą zaś w lepszym gruncie gnoili rzadziej.
16.04.2008. 23:11