Wylewy
Wsie nadwiślańskie trapiły też straszliwe wylewy Wisły. Jeżeli nie były one dawniej częste, chociaż wały były bardzo niskie, to dlatego, że po gruntach, łąkach i lasach pełno było dołów i bagien, z których woda cały rok nie schodziła i rzeki były nieuregulowane. Dopiero gdy zaczęto rznąć rowy, aby wody stojące do Wisły odprowadzić i bagna osuszyć i gdy zaczęto rzeki regulować, wtenczas zaczęła woda na Wiśle raptowniej wzbierać i wały okazały się za niskie.
Pamiętam jeden tylko taki wylew, mianowicie w roku 1879. Wtedy stan Wisły był taki, że woda przelewała się przez wały, a pod Dzikowem przerwała je na długości prawie pół kilometra i zatopiła wszystkie wioski nad Wisłą aż po Sandomierz, zrządzając wielkie spustoszenie w gruntach i domach.
Woda w jednem miejscu wydarła doły; w drugiem naniosła piachu. Mikołajowi Mortce w Dzikowie zabrała dom i wszystkie budynki, a w miejscu, gdzie stały, wyrwała taki dół, że głębokość jego trudno było zmierzyć.
Było to wprawdzie w czas na wiosnę, kiedy jeszcze pola nie były obsiane, mimo to szkody były tak znaczne, że się zdawało, że ludzie nie będą mogli za kilka lat wygrzebać się z biedy. Tymczasem w paru tygodniach przyszła niespodziewana pomoc, a to dzięki śp. hr. Janowi Tarnowskiemu, który dla dotkniętych powodzią wyjednał u rządu wysokie zapomogi i dawał je też z własnych funduszów, każdemu według poniesionej szkody tak, że każdy mógł grunt zepsuty naprawić, obsiać i potrzeby domowe częściowo zaspokoić. A co ważniejsze, rozpoczęły się niedługo roboty koło lepszego obwałowania Wisły, i dziś wały są tak wysokie, że zabezpieczają przed najwyższym stanem wody. Gdybyśmy mieli dawniejsze wały, to obecnie po regulacjach, gdy woda raptem wzbiera, za każdym zbiorkiem mielibyśmy wylewy tak, że mało kto utrzymałby się przy gruntach nadwiślańskich.
Ale po drugiej stronie Wisły w b. Królestwie Polskiem, dotąd niema dobrego obwałowania, bo prawie co roku topi tamtejszych włościan woda i to nieraz w czasie żniw. Przy wielkiem wezbraniu wody Wisła tam zalewa wielkie przestrzenie tak, że jak okiem sięgnąć, nic więcej nie widać, tylko krzaki i domy stojące w wodzie, i słychać przytem ryk bydła i wołanie ludzi o ratunek, aż groza przejmuje. I to, jak dawniej bywało, tak i teraz jeszcze się powtarza.
16.04.2008. 23:33