Krawiectwo
Krawiectwem trudnili się przeważnie żydzi, - szyli kamiziele z płótna domowego i żupany, futra, t. j. kożuchy pokryte suknem i białe krakowskie sukmany z sukna sprowadzanego. Chłopi-krawcy robili tylko kamiziele. Krawiec szył zawsze w domu tego, który dawał robotę, z materjału dostarczanego; materjału nie wydawali z domu, bo bali się, że krawiec może coś ukraść. Jak zaczął robić w jakimś domu, to już zwyczajnie dla wszystkich domowników. Później dopiero zaczęli żydzi robić żupany i sukmany u siebie w domu na zmowę, lub sprzedawali gotowe. Upowszechniały się wtedy żupany brunatne, grubsze.
Przez cały czas za najlepszego krawca uchodził żyd Siaja. Robił dobrze i zgrabnie, najwięcej gospodyniom i dziewkom, i wzywali go wszędzie do roboty. Ale gdy szył, zawsze musiał ktoś siedzieć przy nim i zabawiać go niby rozmową, a uważać, żeby materjału gdzieś nie ukrył i nie ukradł. Wiedział on, że go pilnują, ale się tem nie obrażał. A gdy po robocie odchodził, to mu nawet dobrze kieszenie rewidowali, czy nie zabiera kawałka sukna, kożucha, sznurka czy nici, gdy zaś coś skradzionego znaleźli, to mówił: "Jabym go nie wziął, tylko mam trochę smołę w rękach, że mi wszystko przywrze". Nazywali go też powszechnie "Siaja-złodziej". Od futra zarabiał 5 złr., a co do wiktu, to jadł pieczone ziemniaki, mleko prosto od krowy, chleb, - bo starał się żyć koszernie. Po nim także synowie zajmowali się krawiectwem.
Z chłopów najlepszym krawcem był Gronek z Miechocina, który robił najzgrabniej kamiziele. Brał około 50 cnt. od kamizieli i wikt. Bieliznę odświętną, tj. koszule i portki, szyły szwaczki, których nie brak było po wsiach, zaś bieliznę grubszą na co dzień szyły same gospodynie w domu.
21.04.2008. 23:08