Tkactwo
Do najważniejszych rzemiosł należało tkactwo. Robota koło przędziwa była wielka i nie kończyła się nigdy, a należała głównie do kobiet.
W każdym gospodarstwie zaraz z wiosną siali len i konopie. — Len wcześniej zasiany był zwyczajnie lepszy. Następnie musiał być starannie plewiony z chwastu, żeby był czysty, — a po dojrzeniu następowało kolejno rwanie, młócenie, rosienie, t. j. rozciąganie na rosie, moczenie, miądlenie. Większa jeszcze robota była z konopiami. Najpierw rwali poskonki, t. j. konopie nienasienne, ale dające ładniejsze włókno, potem szło moczenie, suszenie, miądlenie i czesanie tychże. Później rwane były głowatki, dające nasienie, ale gorsze włókno; te były młócone i moczone już późną jesienią, gdy już bywały przymrozki, suszone już zimową porą koło pieca, następnie miądlone i czesane. Na moczenie musiała być odpowiednia woda, bo nie w każdej moczyły się konopie dobrze, a nie wszędzie też dawali je moczyć, bo woda stawała się smrodliwa i ryby w niej zdychały. Przy czesaniu konopi na szczotkach odchodziło wiele paździór i wytwarzał się się kurz, który całą warstwą pokrywał pracownicę.
Następnie kobiety przędły dniami, wieczorami i przededniem, ażeby jak najprędzej z tem się obrobić i jak najwcześniej oddać przędzę do tkacza. Nici nawijało się czyli motało na motowidle ręcznem w przędzionka, z tych można już było obliczyć, ile będzie płótna.
Tkaczy w każdej niemal wsi, zwłaszcza po wsiach lasowskich, było wówczas po kilku; wiozło się przędzę do tego, któremu się ufało, że wyrabia płótno dobrze, wcześnie i rzetelnie. Przy oddawaniu przędziwa prosiło się go zawsze, żeby płótno było jak najszersze (szerokość wynosiła więcej niż łokieć), z brzegami równemi i dobrze ubite; gdy było dobrze zrobione, to woda przez nie nie przeciekała. Prosili go też, żeby było gotowe już w początku maja, bo najlepszy "blich" czyli bielenie płótna było na wiosnę, jak sady zaczęły kwitnąć.
Dobrego i rzetelnego tkacza, który nie przywłaszczał sobie powierzonego mu do roboty materjału, traktowali jak najlepszego przyjaciela, przy każdem spotkaniu mu to okazywali i dawali poczęsne. Praca jego jednak przy prostym warsztacie była ciężka i żmudna, nim łokieć płótna wyrobił, musiał się krwawo napracować. Tkacz więc był zwyczajnie biedny, miał chałupinę bez gruntu, w pracy pomagała mu żona i dzieci.
Jako wynagrodzenie otrzymywał przedewszystkiem kolendę, którą przywozili mu razem z przędziwem, ażeby w czasie roboty miał się czem żywić. Kolendę dawało się według tego, ile było przędziwa; zwyczajnie składało się na nią: 2 bochenki chleba, 2–3 garncy kaszy jaglanej i tyleż jęczmiennej, 3–4 kg. słoniny, litr oleju, — a przy odbieraniu takiej kolendy tkacz zwykł był mówić żartem: "Która kolenda ma większe oczy, to prędzej na warsztat skoczy", t. j. kto daje lepszą kolendę, tego przędza będzie prędzej wyrobiona. Nadto za wyrobienie płótna pobierał w pieniądzach: od łokcia płótna zgrzebnego 3 cnt., pacześnego 4–5 cnt., cienkiego konopnego 6 cnt., lnianego 7–8 cnt.
Każda gospodyni starała się, żeby na wiosnę najwięcej płótna na blich wyciągnęła; to było jej zaszczytem. Z tego płótna był cały przyodziew dla wszystkich domowników, a część szła na sprzedaż.
Płótno było trojakiego gatunku. Najprzedniejsze było cienkie, lniane lub konopne, z najlepszego włókna, używane na odświętne koszule, kamiziele czyli płótnianki, fartuchy czyli spódnice, zapaski, chusteczki na głowę, ochtuski czyli duże chustki. Średnie nazywało się "pacześne", wyrabiane ze średniego włókna lnianego i konopnego, razem zmieszanego, używane zaś było najwięcej na koszule dla sług, podszewki do kamiziel, spodnie dla gospodarzy i t. p. Najpośledniejsze było zgrzebne, z włókna lnianego i konopnego pośledniego, t. j. pozostającego przy czesaniu włókna na szczotce. Z takiego włókna nie dały się już uprząść nici cienkie i równe, więc i płótno było grube, używane najwięcej na kamiziele i portki do roboty, przeważnie dla sług, na nadołki, czyli nadstawki do koszul, najczęściej dla dziewek, czasem i dla gospodyń (górna część takiej koszuli była z lepszego płótna), na płachty, worki i t. p.
Łokieć lnianego najlepszego płótna płacili od 35 do 40 grajcarów, a konopnego od 30–35 grajc., pacześnego od 25–30 grajc., zgrzebnego od 20–25 grajcarów.
Teraz we wsiach nadwiślańskich uprawa lnu i konopi i wyrób płótna zarzucone. Jeżeli jeszcze gdzie sieją len, to włókno wysyłają przeważnie do fabryk i otrzymują stamtąd płótno.
21.04.2008. 23:02