Cegielnia
Miałem niedaleko domu, na t. zw. Podgórzu, około 1½ morgi gruntu, z czego większa część położona była na stoku wzgórza, trudna do uprawy i mało urodzajna, bo wierzch i spód stanowiła zwięzła glina. Zaraz od początku mego gospodarowania przemyśliwałem nad teym, jak by ten grunt najkorzystniej zużytkować. Kopiąc doły, przekonywałem się, że glina jest na 3 m. głęboko, – więc powziąłem myśl założenia cegielni. Liczyłem na zbyt cegły w Tarnobrzegu i w okolicy, gdyż na miejscu była tylko cegielnia dworska, w której wyrabiano cegłę na własny użytek. Ludzie zawodowi: strycharze, których rady przy sposobności zasięgałem, upewniali mię, że
glina dobra, i cegielnia się opłaci. Zrobiłem próbę – wypaliłem w rozkopanej górze około 20.000
cegły, – okazało się, że jest dobra, ludzie ją rozkupili, i miałem ładny zysk.
Więc wziąłem się stanowczo do wyrobu cegły: wymurowałem dobry piec, kierat, szopę, zgodziłem strycharza i od roku 1876 przez 30 lat cegielnia ta była ciągle w ruchu. Wypalało się w niej przeciętnie po 150.000 cegieł rocznie, w latach zaś, kiedy odbyt na cegłę był najlepszy, wypalałem przez lato 10 pieców po 22.000. Razem w ciągu 30 lat wypaliło się przynajmniej 5 miljonów cegły.
Na tysiącu cegły miałem zarobek 5 złr., w czem mieściło się już wynagrodzenie za glinę. Rocznie więc miałem dochodu przeciętnie 750 złr., a w ciągu 30 lat cegielnia przyniosła mi przeszło 20.000 złr. dochodu.
Pole przez cegielnię nie zepsuło się, ale, owszem, naprawiło, bo góra się zrównała, i na tem miejscu założyłem ogród warzywny i owocowy i staw odpływowy.
Jednak nie tylko ja zyskałem, ale także dałem ludziom zarobek, którego dawniej szczególniej brak wielki.
W cegielni pracowało stale 8 robotników, zajętych przyrządzaniem gliny, wyrobem cegły, zawożeniem jej do pieca i wywożeniem po wypaleniu z pieca. Najwięcej tych robotników bywało z Mokrzyszowa. Inni zarabiali furmankami, gdyż na wypalenie każdego pieca szło 15 sągów drzewa, czyli 30 fur drzewa, licząc ½ sąga na furę, a na dostawienie cegły z jednego pieca do miejsc przeznaczenia trzeba było przeszło 100 furmanek, które brały po 200 cegieł.
W cegielni więc wyrobnicy zarobili setki tysiące, co mnie również cieszyło, jak mój osobisty zarobek. Od początku bowiem prowadzenia tego czy innych przedsiębiorstw nie miałem nigdy na myśli osiągnąć wielkie zyski i lekko się zbogacić, a zawsze miło mi było, że choć garstka ludzi potrzebujących znajduje u mnie stale zarobek. Zato miałem taką nagrodę, że ludzie w gminie i w okolicy darzyli mię nawzajem życzliwością i zaufaniem.
Z cegielni mojej brany był materjał na budowę wielu domów po pożarach w Tarnobrzegu, na pobliskie mosty kolejowe w czasie budowania drogi kolejowej do Tarnobrzega, na budowę pałacu w Mokrzyszowie, na budowę kominów piwnic i t. p. w gospodarstwach chłopskich po wsiach okolicznych.
Z cegły tej wybudowałem też w latach 1882–1883 obszerny dom własny, który był pierwszym chłopskim domem murowanym w Dzikowie, nazywany »kamienicą Słomkową«. Dom ten składał się z 4 pokoi, dwu kuchen, spiżarni i wygodnych piwnic. Z tego zamieszkałem z rodziną jeden pokój z kuchnią, resztę wynajmowałem lokatorom. Mieszkał u mnie przez szereg lat najpierw ś. p. Michalik, dyrektor szkoły powszechnej w Tarnobrzegu, następnie ś. p. Józef Stebnicki, geometra, którzy w owym czasie zaprzyjaźnili się ze mną, byli prawdziwymi przyjaciółmi dla mnie i mojej rodziny, trzymali dzieci moje do chrztu.
Gdy mi cegielnia szła najlepiej, natrafiłem nagle w tem przedsiębiorstwie na silnego konkurenta. Podówczas był w Tarnobrzegu Jankiel Pancer sławnym i bogatym kupcem, miał handel wapna, gipsu, cementu. węgli, koksu, soli kamiennej i t. p., – kupował u niego każdy, był dostawcą po dworach w powiecie i poza powiatem, i miał duże zyski, bo nie było drugiego takiego handlu, i nie miał konkurencji. Wiedział on od ludzi, że ja na cegłę mam odbyt, bo, kto u mnie kupił cegłę, szedł do niego po wapno, – więc chciał za wszelką cenę mieć i cegielnię i starał się tak długo, aż u hrabiego cegielnię poddzierżawił i począł wypalać cegłę na sprzedaż na wielką skalę.
Wtenczas ja zacząłem tracić odbiorców, bo, kto kupił u mnie cegłę, musiał za karę dwa razy więcej za wapno u Pancera płacić, – więc każdy był zmuszony jedno i drugie brać u niego, – innego bowiem składu z wapnem nie było.
Raz przyszedł do mnie inżynier z Tarnobrzega, który miał dom budować, obejrzał cegłę, spodobała mu się, zgodził się ze mną i kazał mi przyjść na drugi dzień do siebie po pieniądze. Ucieszyłem się, że większą ilość cegły sprzedam i nazajutrz poszedłem do niego, a on mi powiada: "Z bólem serca muszę powiedzieć, że u pana cegły kupić nie mogę, bo byłem u Pancera zamówić wapno, a ten mi oświadczył, że jak cegły u niego nie wezmę, to za wapno będę musiał zapłacić drożej, a niema tu innego handlu z wapnem". I tak się stało, że cegłę i wapno wziął u Pancera. Wtenczas poruszyły się we mnie wszystkie nerwy, że mi żyd tak haniebnie wlazł na kark. Nie było innej rady, tylko trzeba się było przed taką konkurencją silnie bronić, bo inaczej cegielni mojej groził upadek. Postanowiłem więc założyć także fabryczkę do wypalania wapna.