Jak doszedłem do majątku i znaczenia między ludźmi
Powodzenie moje polegało na tem, że słuchałem światlejszych ludzi, zwłaszcza czytając gazetki i książki, i że nie poprzestawałem na samej tylko roli, z której dochód niewielki, ale w miarę możności brałem się też do innych przedsiębiorstw. Nie szedłem więc za owczym pędem, który na wsi panuje, a polega na tem, że wszyscy grzebią się tylko w gruncie i to przeważnie licho i nawet powiedzieć sobie nie dadzą i zrozumieć tego nie chcą i nie starają się, że źle robią i kiepsko gospodarzą i jaka gospodarka byłaby lepsza. Co jeden robi, to robią wszyscy inni i, jak gęsi, idą za sobą, — i mało jest takich, którzyby na coś nowego się odważali, coś nowego wymyślali i robili i szli w ten sposób do lepszej przyszłości.
Przytem lubiłem zawsze prosty, zdrowy wikt i miałem zdrowie i siły do pracy. Nieznana mi była rozpusta, nie hołdowałem pijaństwu, nie paliłem tytoniu, nie trwoniłem czasu na gry w karty i t. p.
Unikałem też zawsze w życiu wszelkich procesów. Nie wnosiłem n. p. nigdy skargi z powodu kradzieży, które w takich interesach, jak cegielnia, wapniarnia musiały się trafiać, bo myślałem sobie, że i tak będę miał więcej, niż złodziej, i jestem przekonany, że mniej przez to ponosiłem szkody, niż ci, którzy o lada drobnostkę procesują się.
Nie skarżyłem też takich, co z jakiegokolwiek powodu robili na mnie plotki i rzucali obelgi i nawet donosicieli o tem słuchać nie chciałem. I lepiej na tem wychodziłem, niż tacy, którzy zaprzątają sądy »pyskówkami« i chcą czyścić swój honor przez adwokatów.
W sądach stawałem głównie w charakterze świadka, zresztą jako opiekun, kurator, sędzia przysięgły i w sprawach gminnych.
Za to nawiązywałem chętnie z ludźmi przyjacielskie stosunki i służyłem każdemu radą i pomocą. W wielu domach byłem chrzestnym ojcem i dziś nie mogę nawet zliczyć dokładnie ilu, ilu mam wszystkich chrzestników. Opiekunem byłem i jestem pewnie w dwudziestu domach. Zawsze zostawałem opiekunem, gdy w rodzinie kto umarł, więc nad dziećmi po stryjku Jacku, po bracie Antonim i t. d. Opiekuństwo zaś, choćby w skromnym zakresie spełniane, wymagało nieraz dosyć czasu i pracy, — trzeba było pozostałej rodzinie pomagać radą, pamiętać o realnościach sierót zastępować je w sądzie i t. d.
Kuratorem bywałem też dziesiątki razy z ramienia sądu w sprawach cywilnych, gdy n. p. miejsce pozwanego było nie znane. W takich razach stawałem na terminie i starałem się pozwanego odpowiednio zastąpić.
Zresztą należałem do wszystkich miejscowych towarzystw i uczestniczyłem w zebraniach i poczynaniach społecznych, mających na celu podniesienie oświaty, dobrobytu, obyczajów i t. p. Bywałem członkiem Rady powiatowej i Rady szkolnej miejscowej od chwili jej powstania przez lat 40.