Miałem niedaleko domu, na t. zw. Podgórzu, około 1½ morgi gruntu, z czego większa część położona była na stoku wzgórza, trudna do uprawy i mało urodzajna, bo wierzch i spód stanowiła zwięzła glina. Zaraz od początku mego gospodarowania przemyśliwałem nad teym, jak by ten grunt najkorzystniej zużytkować. Kopiąc doły, przekonywałem się, że glina jest na 3 m. głęboko, – więc powziąłem myśl założenia cegielni. Liczyłem na zbyt cegły w Tarnobrzegu i w okolicy, gdyż na miejscu była tylko cegielnia dworska, w której wyrabiano cegłę na własny użytek. Ludzie zawodowi: strycharze, których rady przy sposobności zasięgałem, upewniali mię, że
glina dobra, i cegielnia się opłaci. Zrobiłem próbę – wypaliłem w rozkopanej górze około 20.000
cegły, – okazało się, że jest dobra, ludzie ją rozkupili, i miałem ładny zysk.
Grunt był wprawdzie dawniej tani, ale zato o pieniądze było bardzo trudno: nie było takich, jak są dzisiaj, kas pożyczkowych, i procenta były lichwiarskie. Ja miałem w owym czasie z tem dobrze, że gdym chciał pożyczyć pieniędzy, to mogłem w każdym razie dostać pożyczkę na 10%, a najwyżej na 15%, a kredyt taki zdobyłem sobie głównie przez to, że dług spłacałem rzetelnie na termin. Nie pamiętam, żeby mi kto dwa razy mówił o swoją należytość, i zginąłbym od wstydu, gdyby mię ktoś słusznie skarżył o swoje do sądu.
Wracam do skreślenia dalszego biegu mego życia i spraw osobistych.
Co się tyczy mojego gospodarstwa, to, mając na razie – jak już wspomniałem – tylko 4 morgi gruntu, zacząłem myśleć, ażeby go więcej nabyć, iżby to wystarczyło na utrzymanie rodziny. Dokupywałem tedy po kawałku z wolnej ręki i doszedłem z czasem do 13 morgów.