Co do moralności, to dawniej obok takich wad, jak pijaństwo, były także dobre obyczaje i cnoty, które dziś, niestety, zaginęły. Na przykład kara aresztu była dawniej dla ludzi hańbiącą i bardziej się jej wstydzili niż kary cielesnej. Jak kto siedział w areszcie za jakie przewinienie, to mu to długo wspominali, zwłaszcza przy jakichkolwiek zwadach wołali na niego: "ty hereśtańcie!" lub "ty hereśtantko!"; a jak kto był aresztem więcej razy karany, to porządniejsi gospodarze i gospodynie mieli to sobie za ujmę honoru wchodzić z takim w koleżeństwo lub nawet mówić z nim, i bratanie się z takim wytykali zaraz palcem.
Odbywali dawniej dalekie pielgrzymki, bo aż na Kalwarię Zebrzydowską 25 mil, do Częstochowy 30 mil i innych sławnych miejsc odpustowych.
Wielkie odpusty bywały też w Tarnobrzegu w klasztorze OO. Dominikanów, największe były tu na Zielone Świątki, a zwłaszcza na Siewną, 8 września. Przybywały wtedy do klasztoru liczne kompanje z powiatu naszego, mieleckiego i kolbuszowskiego, a także z Królestwa Polskiego, skąd dużo przechodziło granicę potajemnie "na ucieczkę". Pątnicy nocowali w klasztorze na korytarzach, w Tarnobrzegu po domach katolickich, w Miechocinie, a najwięcej w Dzikowie, gdzie u każdego gospodarza nocowało przeciętnie po 100 ludzi w stodołach i szopach. Poblizcy przyjeżdżali na dzień odpustu furami.
Praktyki religijne były dawniej bardzo ściśle przestrzegane, posty na przykład były tak zachowywane, że cały rok w piątki i soboty nawet z mlekiem nie wolno było jeść, — a gdy nadszedł czas wielkiego postu, od środy Popielcowej do Wielkiej niedzieli nabiału przez cały czas zupełnie nie używali, a strawę maścili tylko olejem. Nawet przed małemi dziećmi chowali serwatkę, żeby się jej nie napiły i postu nie złamały. Kogo by zaś dojrzeli, że w dni postne jadł z nabiałem albo co gorsza z mięsem, ten był wytykany palcami jako heretyk i był znienawidzony.