Jak to dawniej w Galicji bywało
Rozdziały:
Treść strony stanowią "Pamiętniki Włościanina" spisane przez Jana Słomkę, który przez kilkadziesiąt lat pełnił funkcję wójta Dzikowa. Tekst według "Pamiętniki Włościanina", Słomka Jan, wydanie II Kraków, Towarzystwo Szkoły Ludowej.
Polecamy
nagrania lektorskie
Ograszka
Ograszka, zwana też "trzeciaczką", była tak rozpowszechniona, że prawie każdy ją przechodził, szczególnie dzieci i młodzi. Chory miewał silne dreszcze, musiał się kłaść i zimno nim trzęsło, choćby był najlepiej nakryty, — poczem przychodziła gorączka. Po takiej zimniączce i rozpaleniu wstawał i robił, był jednak zawsze blady i chciał dużo pić wody. Dreszcze z gorączką ponawiały się o jednej godzinie co trzeci lub co czwarty dzień i według tego ograszkę nazywali "trzeciaczką" i "czwartaczką".
Pochodziła ona z jedzenia zielonych, niedojrzałych owoców, szczawu, picia piwa na głodny żołądek, z przemoknięcia i przeziębienia, z otrzęsienia się i przeciążenia pracą. Niektórzy na te chorobę całkiem się nie leczyli, mówiąc, że sama ustanie, skoro "swoje wytrzęsie". Dopiero gdy zadługo trwała, rok i dłużej i chorego tak osłabiła, że ledwie się trzymał na nogach, wtenczas zabierali się do kuracji domowemi środkami, herbatą z ziół, albo chininą, która najprędzej w tej chorobie pomagała.