Praktyki religijne
Praktyki religijne były dawniej bardzo ściśle przestrzegane, posty na przykład były tak zachowywane, że cały rok w piątki i soboty nawet z mlekiem nie wolno było jeść, — a gdy nadszedł czas wielkiego postu, od środy Popielcowej do Wielkiej niedzieli nabiału przez cały czas zupełnie nie używali, a strawę maścili tylko olejem. Nawet przed małemi dziećmi chowali serwatkę, żeby się jej nie napiły i postu nie złamały. Kogo by zaś dojrzeli, że w dni postne jadł z nabiałem albo co gorsza z mięsem, ten był wytykany palcami jako heretyk i był znienawidzony.
Po domach wieczorami i nadedniem rozlegały się pieśni pobożne i godzinki.
Dawali też nieskąpe ofiary. Jeżeli gospodarz miał od krowy pierwsze cielę, to za żadne pieniądze go nie sprzedał ani sam na swoją potrzebę nie zużył, ale zaniósł do księdza i dał na ofiarę.
W jesieni po zbiorach jeździł ksiądz z parafji "po petycie", zbierał snopki. Z każdego domu dostawał mniej więcej dwa snopki nie młócone; była to ofiara dobrowolna. Osobno jeździł wtedy organista i zbierał snopki dla siebie; a po gminach najbliższych jeździł też braciszek od księży Dominikanów z Tarnobrzega. — Po Bożem Narodzeniu zaś do Gromnic chodził ksiądz z organistą po kolędzie. Gdyby wtedy czyjś dom ominął, nie odwiedził go, uważali to za hańbę dla tego domu, znaczyło to, że mieszka w nim jakiś zatwardziały grzesznik: pijak, złodziej, cudzołożnik i t. p. W niektórych domach przyjmowali księdza przekąską, a w każdym dawali mu jako kolędę mniej więcej reńskiego, albo też garniec jakiego zboża, kaszę, kiełbasę, jajka i t. p. Tak po petycie, jak po kolędzie jeździli wikarjusze z parafji, i to był ich dochód.
Prócz tego jeszcze dwa razy w roku obchodził wieś organista: przed Bożym Narodzeniem "z kolędą" czyli opłatkami i przed Wielkanocą "po spisnem", t. j., spisywał w każdym domu, ile osób należy do spowiedzi wielkanocnej i zostawiał im kartki, które miały służyć do kontroli, czy wszyscy obowiązani spowiedź wielkanocną odbyli. Tak za opłatki jak za kartki płacono organiście 20–30 cnt. albo też dawano coś z domu, n. p. kaszę, jajka, kiełbasę i t. p.
Księży miał lud w wielkiem poszanowaniu, uważając ich za wybrańców Bożych, za święte już na tym świecie osoby i zwracał się do nich z zupełnem zaufaniem.
Dopiero, gdy począł się polityczny ruch ludowy, stosunek ten zmienił się nieco, ale obecnie znowu się poprawia, dzięki gorliwej działalności zwłaszcza młodszego duchowieństwa, podejmującego poza obowiązkami kościelnemi pracę społeczną między ludem.
Życie religijne mieszkańców Dzikowa skupiało się głównie w pobliskim kościele OO. Dominikanów w Tarnobrzegu, gdzie w wielkim ołtarzu znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Dzikowskiej, koronowany wśród wielkich uroczystości w r. 1904. W klasztorze tarnobrzeskim bywało zawsze za mojej pamięci po 2–3 księży, odbywały się piękne nabożeństwa i uroczystości, i było wielkie przywiązanie wśród okolicznej ludności do kościoła klasztornego. Kościołem parafjalnym dla Dzikowa, podobnie jak dla Tarnobrzega, był kościół w Miechocinie, oddalony o dwa kilometry.
W ostatnich czasach były starania o utworzenie parafji w Tarnobrzegu i wreszcie po wojnie światowej w r. 1922 na obszarze dotychczasowej wielkiej parafji miechocińskiej utworzone zostały 4 osobne parafje: w Miechocinie, Tarnobrzegu, Chmielowie, Tarnowskiej Woli. Przy dawnej parafji miechocińskiej pozostały wsie: Kajmów, Machów, Ocice, Nagnajów, Siedliszczany. Do parafji tarnobrzeskiej włączono wsie: Dzików, Mokrzyszów, Stale, i parajię tę otrzymali OO. Dominikanie, a pierwszym proboszczem został O. Bruno Janiewski. Parafje w Chmielowie i Tarnowskiej Woli obejmują po 3 wsie i w parafjach tych rozpoczęła się budowa nowych kościołów.