Gmina po roku 1867
W gminie po r. 1867 przestała zbierać się cała gromada, a na podstawie nowej ustawy nastały Rady gminne, wybierane z początku na trzy lata, później zaś, jak i obecnie, na sześć.
Tak przy pierwszych, jak i przy późniejszych wyborach gminnych nikt nie ubiegał się o to, żeby go wybrali na radnego, — a ten, co szedł na wybór, do ostatniej chwili nie wiedział, na kogo da głos i przy głosowaniu wymieniał tych, na których drudzy przed nim głosowali albo którzy mu wleźli na oczy. Dużo też było takich, co zupełnie nie przychodzili na wybór, bo nie chcieli być nigdzie wybranymi, a jeżeli byli wybrani, to się okupywali poczęsnym, ażeby ich zwolnić od tego obowiązku.
Z początku po nastaniu rad gminnych wójtem w Dzikowie był Wojciech Mróz, gospodarz niepiśmienny, jak wszyscy poprzedni wójtowie. Za niego dopiero nastał pierwszy pisarz gminny w Dzikowie, a był nim Jan Kuraś z Wielowsi6, a potem Tarczyński, który był zarazem pisarzem czyli sekretarzem w gminie tarnobrzeskiej. Mróz, jak dostał jakie pismo, przychodził też radzić się do mnie; ja przeczytałem i dawałem wyjaśnienie, — więc już wtedy zapoznałem się dosyć ze sprawami gminnemi, — a następnie w r. 1873 zostałem na wójta obrany: Mróz zdając mi urzędowanie, wręczył mi pieczęć gminną i skrzynkę drewnianą, w której było kilka papierów, t. j., arkusz majątku gminnego i parę poleceń z rządu, nie mających już wartości, — i na tem koniec.
Odtąd pieczęć wójtowska długo miała pozostawać w moich rękach, byłem bowiem wójtem z przerwami do r. 1918. Natomiast w Radzie gminnej zasiadam bez przerwy od czasu ich nastania do dnia dzisiejszego.
Tak Kuraś jak i Tarczyński, który był pisarzem w Dzikowie i za mojego wójtostwa, brali za pisarkę tylko 15 reńskich rocznie. Ja zaś jako wójt przez pierwszy okres, trwający wtedy 3 lata, nie pobierałem żadnej płacy, podobnie jak wszyscy przede mną wójtowie.
Gdy na drugi okres byłem ponownie wybrany, nie chciałem przyjąć wyboru, ponieważ obowiązki wójtowskie wymagały dość czasu i miałem wskutek tego upadek w gospodarstwie, — a Rada gminna przeciwną była uchwaleniu jakiegokolwiek wynagrodzenia dla wójta i niektórzy mówili, "żeby to wstydem było dla gminy aż za pieniądze szukać wójta". Więc byłem w tej sprawie wzywany do starostwa i gdy się tam wytłumaczyłem, dlaczego wyboru przyjąć nie mogę, starosta ówczesny, Stanisław Jakubowicz, osobiście przybył na posiedzenie Rady gminnej i przemawiał za tem, żeby Rada płacę wójtowską uchwaliła. I dopiero wtedy została uchwalona pensja 30 złr. na rok, jak ja wtedy żądałem, i taka pozostała aż do r. 1900.