Wójt miał wtedy dość znaczną władzę, większą niż obecnie, bo załatwiał wiele z tych spraw, które dziś należą do sądu i starostwa.
W gminie bali się go i słuchali, więcej niż obecnie, bo był na miejscu i każdego mógł łatwo dosięgnąć, a przytem był zawsze przy pale. Jeżeli był dobry, rozsądny, nie pijak, to było lepiej niż teraz, bo mógł niejedną sprawę przeprowadzić, nawet gruntową, w krótkiej drodze, bez żadnych kosztów, nie było więc tyle procesów, sądów, adwokatów. Teraz bagatelna sprawa wlecze się w sądach latami, jedna władza przysądza, druga obala, strony ciągną się na adwokatów, dokąd tylko mogą, a jak się już wyniszczą, to się najczęściej pogodzą tak, jak pierwej przy wójcie bez kosztów.
Czytaj dalej 20.05.2008. 12:23
Wójt i przysiężni wybierani byli przez gromadę na 3 lata.
Przed domem wójta na znak, gdzie mieszka, wystawiona była na wysokim drągu obręcz o średnicy mniej więcej pół metra, owinięta słomianem powrósłem i podzielona w środku na krzyż kijami, czyli krzyżakiem, również okręconym słomą. Później po r. 1867 zamiast tego znaku były nakazane tablice, ustawiane nie tylko przed domem wójta, ale i na granicach gminy, co się dziś widzi.
Czytaj dalej 20.05.2008. 12:22
Najwyższą władzą w gminie przed r. 1867 była cała gromada, która schodziła się na uchwały, wybierała wójta i przysiężnych, a także pełnomocników gromadzkich, czyli deputowanych, słowem — całą starszyznę gromadzką, i miała nadzorować jej czynności.
Gromadę zwoływał wójt, a to w ten sposób, że zatykał w rozszczepioną laskę, a właściwie w pierwszy lepszy kij jakikolwiek papier i laska ta była szybko podawana od domu do domu, przyczem każdy podający ją w drugim domu mówił: »Macie się zejść do gromady« — wtedy a wtedy. I tak w krótkim czasie obiegała całą gminę i wracała napowrót do wójta na znak, że już u wszystkich była. Gdyby ją zaś kto u siebie zatrzymał i nie podał dalej, to była za to kara, którą naznaczał wójt zwyczajnie w wysokości paru szóstek, z czego się przed gromadą nie rachował.