Dorobek gminny od r. 1867
Nie będzie to może pozbawionem wartości, gdy przedstawię pokrótce, co dotychczas w czasie tego nowego samorządu dało się w gminie naszej zrobić, jaki jest postęp w gospodarce gminnej. Nie jest ona bynajmniej wzorową, bo w obecnych warunkach, kiedy gminy cierpią na brak środków pieniężnych i ludzi z poczuciem obywatelskiem, niema pewnie w całym kraju gminy wzorowej, — jednakże dał się u nas przeprowadzić szereg prac i urządzeń, uznanych tu przez ogół mieszkańców za dobre i użyteczne, co i inne gminy mogłyby z pożytkiem u siebie począć, o ile nie mają tego dotychczas.
Z dorobku gminnego w Dzikowie w ostatnich dziesiątkach lat na wzmiankę zasługuje dom gminny, kasa gminna, rzeźnia, pastwisko, drogi, cegielnia gminna i parę innych spraw.
W jednym z domów gminnych mieści się Urząd gminny. Przedtem posiedzenia Rady gminnej odbywały się u wójta, i całe urzędowanie gminne w izbie u wójta miało miejsce. Z lada sprawą nachodzono wójta w domu, kiedy się komu podobało, a żandarm zachodził "po pieczątkę" nawet w nocy, budził wójta i przytem cały dom. Obecnie na to wszystko przeznaczony dom, czyli kancelarja gminna znajdująca się w dogodnym dla wszystkich punkcie.
Kasa pożyczkowa gminna w Dzikowie jedną z pierwszych w powiecie tarnobrzeskim. Powstała ona z pieniędzy, uzyskanych ze sprzedaży 300 sztuk drzewa z lasu gminnego, otrzymanego po uregulowaniu serwitutu. Byli tacy, którzy chcieli pieniądze te rozdzielić zaraz między mieszkańców gminy, czemu się jednak stanowczo oparłem. Kapitał zakładowy wynosił 2150 kor., a z końcem r. 1910 stan kasy wynosił 12.322 kor. 21 hal., — jest także kasa ogniotrwała. Pożyczkę na potrzeby gospodarskie otrzymuje się — o ile są pieniądze w kasie — bez wielkich zachodów, spłata jest w ratach półrocznych i niewielki procent (6%).
Co do rzeźni gminnej, to o założenie jej długo walczyłem ze starostwem, aż przez Narniestnictwo ledwie koncesję na nią otrzymaliśmy. Gmina tarnobrzeska bowiem, złożona przeważnie z żydów, mając po swej stronie starostwo, różne zarzuty czyniła i wszelkich sił dokładała, ażeby do założenia rzeźni w Dzikowie nie dopuścić: chodziło o to, żeby rzeźnicy tarnobrzescy (żydzi) nie mieli konkurencji ze strony sąsiedniej gminy. Po uzyskaniu wreszcie koncesji i postawieniu odpowiednich budynków na rzeźnię i jatki, gmina miała przez kilkanaście lat ładny dochód, który w ostatnich latach wynosił 900 koron rocznie, — a mieszkańcy bliżej i taniej mięso.
Nagle w r. 1905 starostwo rzeźnię tę zamknęło; uzasadniając to tem, że nie odpowiada rzekomo wymogom ustawowym, — w rzeczywistości jednak stało się tak skutkiem ustawicznych zabiegów o to gminy tarnobrzeskiej. Rzeźnię zamknięto, niby tymczasowo, w rzeczywistości nie dopuszczono już do jej otwarcia. Handel mięsem został przez to zabagniony, bo rzeźnicy tarnobrzescy, pozbywszy się konkurencji, nie dbali o porządną obsługę swoich odbiorców, i z tego powodu ustawiczne były narzekania.
Jest to przykład, jak władze zwierzchnie traktowały sprawy gmin włościańskich, a przykład taki nie zachęcał do tworzenia przedsiębiorstw gminnych
Pastwiska gminne w Dzikowie po uregulowaniu serwitutu w roku 1868 i późniejszych nabytkach za mego wójtostwa, wynoszą razem 83 ha. Mają one wszędzie granicę dokładnie rowem oznaczoną, nikt więc gminnego nie może sobie przyorać, co tak często dzieje się po gminach, gdzie granice pastwisk nie są uregulowane. Drobne nieużytki gminne przy drogach zostały rozprzedane, a obecnie zamienione są bądź na ładne miejsca budowlane, bądź włączone do przyległych pól tak, że dziś we wsi niema piędzi ziemi leżącej bezużytecznie.
Pastwisko dla koni, wypędzonych na paszę w nocy, jest osobne i ogrodzone. Przedtem gospodarze byli zmuszeni każdy swoje konie całą noc paść i dozorować, a mimo to i tak mieszkańcy byli narażeni na szkody polne; teraz zaś od r. 1892 szkody w polach rzadziej się trafiają: — gospodarz wyprowadza konie na noc, zapiera za sobą wrota pastwiska, wraca do domu i może spać spokojnie. Młodzież dzisiejsza już tylko z opowiadania starszych dowiaduje się o dawniejszych poniewierkach w nocy »za końmi«.
Za dnia wszystko bydło ze wsi pasie obecnie paru poleconych z gminy pastuchów, wynagradzanych od sztuki po 4–5 zł. za całe lato, podczas gdy dawniej — jak już pisałem — z każdego domu musiał być pastuch. Ale i dzisiaj po innych wsiach utrzymał się jeszcze ten zwyczaj, że z każdego domu wysyła się dziecko przez całe lato za bydłem i nie zważa się na to, czy dziecko nie zaniedbuje przez to nauki szkolnej i czy się na pastwisku nie psuje.
Co do pastwiska, wprowadzona u nas jedna jeszcze, może najważniejsza nowość, mianowicie: części pastwiska, dające lichą trawę, wydzierżawia się przez licytację mieszkańcom gminy pod rolę. Zadowoleni są z tego zwłaszcza chudobniejsi, nie mający gruntu lub mający go niewiele (a takich najwięcej w każdej wsi), bo w ten sposób dochodzą do kawałka ziemi i mogą sobie coś zasadzić czy zasiać. A jak dawniej trudno było tę nowość przeprowadzić (bo ogół włościański wszędzie jest jeszcze przeciwny nietylko znoszeniu. ale nawet zmniejszaniu pastwisk), tak obecnie nie można by jej znieść bez wywołania niezadowolenia we wsi, uznano ją bowiem za dobrą i konieczną, korzyści tu bowiem widoczne dla każdego: ziemia, nie wydająca przedtem trawy nawet dla kilku krów obecnie zorana daje nienajgorsze plony; — chleba we wsi przybyło, i gmina ma dochód z dzierżawy, a obraca go na spłatę długu, zaciągniętego na przykupienie pastwiska.
Drogi we wsi są w miarę możności regulowane, prostowane i rozszerzane, po bokach urządzane ścieki i chodniki. Istniejące dawniej doły przydrożne i kałuże zostały osuszone i zniesione. Dawniej w niektórych miejscach we wsi bywało takie błoto, że próżnym wozem trudno było przejechać: wozy po osie grzęzły w błocie, słychać było często przeciągłe nawoływania jadących — »a wio, a nuże!« — konie, ciągnąc z całej siły, rwały postronki. Nieraz drągami trzeba było wóz podważać, żeby koniom ulżyć i wóz z błota wydobyć. Woda, stojąca w dołach, zatruwała powietrze w pobliskich domach. Dzisiaj to wszystko starsi tylko pamiętają, młodsi zaś słuchają o tem, jak o historjach nieprawdopodobnych.
A przecież i dziś jeszcze po wielu wsiach spotyka się podobne błota i bełtogi a ludność to cierpi u siebie i kałuże n. p. uważa za wygodne we wsi, bo »dobrze — jak mówią — że się bydlę ma gdzie napić wody;« nie chcą wiedzieć, że i dla bydła woda taka szkodliwa, i poić się je powinno dobrą, czystą wodą.
W Radzie gminnej istnieje teraz osobna komisja drogowa, która ma za zadanie w dalszym ciągu prostować i rozszerzać drogi gminne. Ponieważ wieś się ciągle rozrasta, więc obecnie daje się uczuwać potrzeba wycięcia nowych dróg i obmyślenia planu dalszego rozwoju wsi.
Najmłodszem przedsiębiorstwem gminnem jest cegielnia, założona na pastwisku. Urządzenie tej cegielni, to jest, wybudowanie pieca na wypalanie cegły, kieratu do rozrabiania gliny, szop do suszenia surówki, domu dla strycharza kosztowało przeszło 8.000 koron. Cegielnia istnieje od r. 1900, jest nadzorowana przez osobną komisję gminną i zapowiada na przyszłość dochód i wygodę dla mieszkańców gminy. Obecnie bowiem o drzewo na budowę coraz trudniej, (a w niektórych stronach dostać go już nie można), więc musi wchodzić w użycie inny materjał budowlany, cegła.
Naturalnie wprowadzenie tych czy innych drobniejszych nowych urządzeń w gminie nie zawsze szło — jak to mówią — jak z płatka, czasem trza było niemało trudu i kłopotu podżyć, robić prawie przemocą i narazić się ludziom, ale nie można się było i przed tem cofać, bo inaczej nie dałoby się niekiedy przeprowadzić nawet najlepszej rzeczy. Ogół bowiem trzyma się gromadnie i uparcie starych urządzeń i nawyknień, choćby były najgorsze i najszkodliwsze, i dopiero z czasem poznaje zmiany na lepsze, przywiązuje się do nich i błogosławi pamięć takich, co je zaprowadzili
Do jakiego stopnia dochodziły niekiedy trudności, żeby przeprowadzić rzecz dobrą i pożyteczną, niech posłuży następujący przykład.
Była na gminnem pastwisku wydma piaszczysta, stanowiąca wygon przy drodze powiatowej, a był to nieużytek, bo trawy tam nie było nawet dla jednej krowy, — ale nadawał się znakomicie na miejsca budowlane, i można go było dobrze spieniężyć. Otóż w r. 1900 Józef Lang (wspomniany wyżej) wniósł pierwszy podanie do Rady gminnej o sprzedanie mu z tej wydmy 200 sążni pod budowę domu. Po pewnym targu rada gminna uchwaliła sprzedać te 200 sążni po 4 kor. za sążeń, — a uchwałę tę zatwierdziła Rada powiatowa z pochwałą dla gminy, że sprzedaż jest korzystną. Na tej podstawie została sporządzona umowa, podpisana przez pełnomocników gminnych, — słowem, nabywca stał się prawnym właścicielem, i zdawało się, że sprawa skończona.
Tymczasem znaleźli się mędrkowie, którzy nieświadomych prawa i łatwowiernych potrafili wzburzyć, i kiedy w oznaczonym dniu wyszedł na pastwisko geometra i pełnomocnicy gminni, ażeby Langowi plac odmierzyć i oddać w posiadanie, wyszła podburzona gromada ludzi, i nie pozwalali placu odmierzać, wydzierali paliki, wyklinali i t. p.; — więc sprawa musiała pójść do sądu. Na terminie sędzia tłumaczył: "Ludzie, uspokójcie się! ani cała gmina nie może już tej sprzedaży obalić, i nabywca musi wejść w posiadanie, bo w razie potrzeby przyjdzie mu z pomocą rząd, choćby z całą siłą", ale na nic to perswadowanie, bo podburzeni wołali, że nie ustąpią, choćby mieli zginąć, "a jak my zginiemy, to dzieci nasze będą bronić gminnego". Sąd jednak wyznaczył termin do oddania nabywcy placu i wezwał pomocy żandarmerji.
Gdy termin przyszedł, wszyscy powołani zdążali do tej czynności na oznaczone miejsce, — ale z daleka już widać było, że wydma, z której plac miał być odmierzony, pokryta była stadem bydła, a naokół niego stały kobiety, mężczyźni zaś z daleka się temu przyglądali. Bo właśnie agitatorzy wszystkich poduczyli, że baby miały opór stawiać, że za to nic im nie będzie. Bydło beczało, bo piasku nie mogło się chwycić, rozbiegało się, ale kobiety spędzały je ciągle do kupy.
Sędzia wzywał do ustąpienia, tłómaczył, — nic nie pomagało, — więc komendant żandarmerji otrzymał polecenie, ażeby kobiety i bydło z placu usunął. Ten znowu wzywał do ustąpienia, straszył, — ale i to nie miało skutku, — więc padła komenda: naprzód! Żandarmi z bagnetami w rękach razem ruszyli: bydło zabeczało, kobiety niektóre omal się nie powywracały, — w jednej chwili plac był opróżniony, a następnie palikami obznaczony, — co jednak zaraz pierwszej nocy w części zostało zniszczone.
Ale teraz przyszła kara. Żandarmi dostali nakaz, ażeby winnych aresztowali, — i kilkoro siedziało po parę tygodni w areszcie śledczym w Tarnobrzegu, a następnie rozprawa odbyła się w sądzie obwodowym w Rzeszowie, gdzie tak mężczyźni, jak kobiety dostali po parę tygodni aresztu i zapłacili około 400 kor. kosztów. Do takich nieszczęść prowadzi brak oświaty i ciemny upór!
Tu muszę nadmienić, że zczasem całe to wydmisko, wynoszące około 2 morgów, na którem była taka walka, zostało rozprzedane po 4 kor. za sążeń (co czyni 64.00 koron za mórg), — gmina dopożyczyła więcej i za te pieniądze kupiła od hrabiego 16 morgów dobrego pastwiska, przez co całe pastwisko gminne zostało uregulowane, rozszerzone i znacznie poprawione. A na tej wydmie stoi dzisiaj szereg ładnych domków z ogródkami, ci zaś, którzy taką nierozumną wojnę prowadzili, teraz się wstydzą i z pewnością żałują, że nie słuchali żadnych rad i napomnień.
Co do ksiąg gminnych, to obecnie prowadzi się następujące: dziennik czynności, księga uchwał, dziennik kasowy, księga repartycyjna, spis domów w gminie, księga wydanych zezwoleń na budowle, księga wydanych książek służbowych, robotniczych i potwierdzeń przynależności, księga wydanych poświadczeń do uzyskania paszportów zagranicznych i przepustek, księga zgłoszeń obcych w gminie, wykaz kar, księga zgłoszeń stale uwolnionych i rezerwistów wojskowych i wykaz imion do tejże księgi, księga zgłoszeń dla żołnierzy nieczynnych obrony krajowej i wykaz imion do tej księgi, wykaz wojskowych stale uwolnionych i rezerwistów, wykaz nieczynnych żołnierzy obrony krajowej.
Prócz tego są osobne księgi dla kasy pożyczkowej i cegielni gminnej i książki, prowadzone przez oglądacza bydła i zwłok.
Odpowiednio do zwiększania się ludności, potrzeb gminnych i zakresu działania wewnątrz gminy wzrósł też budżet gminy czyli dochody i rozchody gminne.
Według najdawniejszych zapisków budżetowych, jakie znajdują się w gminie, w r. 1872 budżet gminny wynosił w dochodach 198 złr. 86 cent., w rozchodach 182 złr. 58 cent.; w r. 1875 dochody wynosiły 351 złr. 91 cent., rozchody 342 złr. 70 cent.; w r. 1894 dochody 734 złr. 27 cent., rozchody 728 złr. 66 cent.
Budżet ten wzrósł dopiero znacznie koło r. 1900 i wynosił w dochodach w 1900 r. 3.780 kor.; tyleż prawie wynosił r. 1905. W powyższych cyfrach mieściły się już wydatki gminne i szkolne.
W roku 1910 budżet wynosił bez wydatków szkolnych w dochodach 5.363 kor. 20 h., w rozchodach 5.340 kor. 81 h. Dochody w tym roku czerpane były z czynszów; opłat, dzierżaw, taks gminnych i t. d., dających razem sumę 3.003 kor. 20 h., i ze 100% dodatku do podatków bezpośrednich, co daje 2359 kor.1
Płace służby gminnej były w r. 1911 następujące: wójt pobierał rocznie 240 koron, zastępca wójta 75 kor., pisarz 600 kor., oglądacz zwierząt 250 kor., policjant (z mundurem) 670 kor., stróż nocny (płatny od numeru) 493 k., kominiarz (także od numeru płatny) 210 kor., polowy 140 kor., ochotnicza straż ogniowa gminna 100 koron.
Pierwsze większe ożywienie w wyborach gminnych poczyna się od wyborów w r. 1905. Ponieważ liczba uprawnionych do głosowania przenosiła już 200, więc w roku tym miało być wybranych 18 radnych i 9 zastępców (podczas gdy przedtem od r. 1867–1905 bywało tylko 12 radnych i 6 zastępców).
Przed wyborami odbyło się kilka zebrań gminnych, na których zastanawiano się, co trzeba w gminie zrobić w czasie nowego sześciolecia, i ułożono listę kandydatów na radnych. Wybory były dokładnie ogłoszone, bo prócz urzędowego pisemnego obwieszczenia na 8 dni przed wyborami policjant gminny dwukrotnie obchodził wieś z bębnem i zapowiadał wybory. To wszystko sprawiło, że ludność była niemi bardziej zainteresowaną niż lat poprzednich. Głosowanie odbywało się tajnie, kartkami. Wybrani zostali przeważnie ludzie młodzi, okazujący chęć do zajęcia się sprawami gminnemi, — na 18 radnych 12 było piśmiennych, 6 niepiśmiennych.