Kasa Oszczędności i Pożyczek w Tarnobrzegu
W dalszym ciągu na uwagę zasługuje obudzenie się i rozwój życia społecznego na innych polach;— opiszę przeto w krótkości to, na co patrzyłem i w czem w miarę możności uczestniczyłem. Z tego zakresu ważnem jest szczególniej powstanie i rozrost Kasy oszczędności i pożyczek systemu Raiffeisena i Towarzystwa przemysłowo-handlow. "Bazar", które wprawdzie siedzibę swoją mają w Tarnobrzegu, ale rozciągają swoją działalność na wsi okoliczne, więc i na Dzików, i pod względem gospodarczym pokrzepiły bardzo całą okolicę.
Kasa oszczędności i pożyczek powstała w roku 1894 i była jedną z pierwszych kas raiffeisenowskich w Galicji. Założył ją dr. Antoni Surowiecki adwokat, który, jak tylko osiadł w Tarnobrzegu w r. 1888, starał się poznać potrzeby tak mieszczan, jak i włościan i potrzebom tym zaradzać — i zczasem uleczył niejedną bolączkę tutejszego życia mieszczańskiego i włościańskiego.
Więc starał się też utworzyć kasę, przystępną dla gospodarzy. W tym celu sprosił wójtów z parafji miechocińskiej i porozumiał się z nimi, ażeby każdy ze swojej gminy ściągał gospodarzy na naradę, która się miała odbyć w niedzielę w naszej szkole. Nadeszła niedziela, — zeszło się do szkoły kilkudziesięciu gospodarzy, — a że dr. S. spodziewał się więcej, więc odłożył naradę na drugą niedzielę i prosił, ażeby każdy w swojej wsi zachęcał drugich na to zebranie.
Przyszła niedziela, — w szkole zebrało się mniej ludzi niż przed tygodniem, — więc dr. S. zapowiedział zebranie na trzecią niedzielę i polecał ogłaszać wszędzie, ażeby zgromadziło się jak najwięcej chętnych. Ale na tę trzecią niedzielę przyszło tylko 20 osób, więc dr. S. widząc, że liczba zebranych zamiast się zwiększać maleje, bo wielu odstraszało się od kasy, rozpoczął naradę z tymi, którzy dotąd wytrwale zgromadzali się. Odczytał i wyjaśniał przygotowany statut, tłómaczył, że poręka będzie nieograniczona, ażeby ci, którzy ulokują w kasie pieniądze, mieli je pewne, — pożyczki zaś można będzie otrzymywać bez wielkiego zachodu i tanim kosztem.
Zapadła jednogłośna uchwała, ażeby kasę taką założyć na całą parafję, t. j. 13 gmin, i wszyscy zebrani przystąpili zaraz na członków, składając udziały po 2 korony. Odbył się też zaraz wybór zarządu, do którego weszli: dr. Surowiecki jako przewodniczący, zresztą Jan Frankiewicz, Piotr Jała, Jan Słomka, Jan Sokół i Wojciech Wiącek, a kasjerem został Stanisław Stała. Przewodniczący przeprowadził następnie wszelkie formalności, połączone z założeniem kasy, i odstąpił dla niej miejsce w swojej kancelarji, dopóki się nie podniesie.
Jak się żydzi o założeniu tej kasy dowiedzieli, straszyli chłopów, że kto się do niej wpisze, już cały majątek nie jego, bo ręczy za kasę całym swoim majątkiem, — i śmiali się, że "Surowiecki założył kasę i już ma 20 członków i 20 złr". Ale niedługo było w kasie kilka drobnych wkładek, a zaraz też potrzebujący zgłaszali się o pożyczki, a gdy je otrzymali z małym trudem i kosztem, chwalili się i głosili to między drugimi, co poruszyło wielu: jedni przystępowali na członków, prosząc o pożyczki, inni składali swoje oszczędności. Kasa wciąż się powiększała, później rosła, jak na drożdżach, — i przed wojną było przeszło 2.000 członków, obrotu rocznego przeszło pół miljona, a fundusz rezerwowy wynosił kilkanaście tysięcy koron.
W ten sposób została rozwiązana sprawa drobnego kredytu włościańskiego w naszej okolicy, a później i w całym kraju, odkąd powstał we Lwowie Patronat kas oszczędności i pożyczek, bo dyrektor Patronatu, dr. Stefczyk, tak umiał sprawę prowadzić, jeżdżąc po wsiach i poznając stosunki na miejscu, że przed wojną kas takich było w Galicji przeszło tysiąc i wszystkie dobrze się rozwijały. Kto pamięta, jak dawniej trudno było o pożyczkę, i jak chłopów dławiła lichwa, ten wie, jaka należy się wdzięczność tym, którzy przyłożyli ręki do powstania i rozwoju kas spółkowych u nas.
Tak każdą sprawę społeczną — jak parcelacja, zcalenie gruntów czyli komasacja, wychodźtwo zarobkowe i inne — możnaby pomyślnie prowadzić i uregulować, gdyby powołani do tego z tytułu swego urzędu i stanowiska społecznego chcieli się zżyć z ludem, poznać jego biedy i wziąć się rzetelnie do sprawy, a nie poprzestawali tylko na gadaniu i zapisywaniu papieru w biurach.