Towarzystwo przemysłowo-handlowe "Bazar"
Również ciekawem jest powstanie i rozwój Towarzystwa przemysłowo-handlowego, które przed wojną prowadziło wielki sklep spożywczy pod nazwą "Bazar" w Tarnobrzegu. Sprawa założenia tego sklepu stała przez szereg lat na porządku dziennym, — i wtedy jeszcze, gdy się już w tym celu zawiązało Towarzystwo, i statut został zatwierdzony, nie można było handlu otworzyć z powodu różnych przeszkód, z których najważniejsza była ta, że nie można było na ten cel lokalu w rynku w Tarnobrzegu ani wydzierżawić, ani na własność nabyć, gdyż właścicielami wszystkich realności w rynku byli żydzi, — a ci dowiedziawszy się, na co lokal potrzebny, za żadne pieniądze odstąpić go nie chcieli.
Wkońcu Towarzystwo musiało na ten upór żydów użyć odpowiedniego sposobu, mianowicie: weszło w umowę z istniejącą już Kasą spółkową, ażeby ta na siebie kupiła dom i wydzierżawiła w nim odpowiednie ubikacje »Bazarowi«, — a gdy i wtedy robili żydzi trudności, prosiła Kasa jednego z urzędników, aby starał się nabyć jakąś realność w rynku, a następnie odstąpił ją Kasie. I to się dopiero powiodło, bo zgodzona została i zadatkowana realność za 12.000 koron.
Ale gdy się żydzi dowiedzieli, że ta realność dla Kasy spółkowej, i będzie w niej pomieszczony sklep, podnieśli ogromny gwałt na tego, co realność sprzedał, chcieli zwrócić podwójny zadatek, — jednak nic nie pomogło: żydowi nałożono nad zgodę jeszcze 600 koron, podpisał w sądzie wieczór umowę i zaraz tej samej nocy wyniósł się z Tarnobrzega. Żydzi jeszcze jego rodzinie robili awantury, powybijali okna i przez kilka szabasów żydzi z rodziny tej nie mogli chodzić do bożnicy, bo się bali, a także Kasie czynili trudności, wytaczając procesy o granicę, ale wszystko to było już bezskuteczne: Kasa została przy nabytej realności.
Dopiero w tym domu po przeprowadzeniu w nim gruntownych reperacyj znalazł pomieszczenie »Bazar« za czynszem rocznym 1.000 kor. Otwarcie sklepu nastąpiło w r. 1899, a w ciągu dziesięciu lat zgórą tak się rozwinął, że zatrudniał kilku subjektów i kilku chłopców w nauce, kasjerkę, rachmistrza i dwóch dyrektorów, nadto miał swoje konie, wozy i trzech ludzi, zajętych dostawą towarów z kolei do składów i do sklepu, a wreszcie nabył od Kasy na własność dom, w którym się mieścił, za 20.000 koron i osobno dom na składy za 8.000 koron.
Stał się też wielkim dobrodziejstwem dla okolicy, bo normował cenę. Przedtem żydki ustanawiali sobie dowolne ceny na towarach, a każdy musiał brać u nich, bo cały handel był wyłącznie w ich rękach, — później nie mogli się podnieść ponad ceny, zaprowadzone w »Bazarze«. Przódy, jak nie było "Bazaru", to żydki drwili sobie z katolików, co słyszałem nieraz na własne uszy, n. p. gdy przyszły dłuższe święta żydowskie, a ktoś nie zaopatrzył się na ten czas w potrzebny towar i chodził potem po mieście zmartwiony, to żydki śmiali się, mówiąc: "Katoliki wrą na nas żydów, ale gdyby nasze święta były z miesiąc, toby oni wyzdychali z głodu". Ale później mogli świętować i cały rok, a w »Bazarze« zawsze wszystkiego dostał. Z początku przez dłuższy czas prowadzili wojnę z "Bazarem", robiąc mu konkurencję i zniżając ceny na towarach nawet poniżej wartości, ale to wszystko »Bazar« przetrzymał, oni stracili i uspokoili się.
Godzi się wspomnieć tych, którzy przyłożyli się do założenia i rozwoju "Bazaru"; — są to mianowicie: dr. Surowiecki i Wojciech Wiącek, włościanin z Machowa, od których wyszedł pomysł; hr. Zdzisław Tarnowski, który przystąpił z dużym udziałem i umożliwił rozpoczęcie dzieła; Aleksander Brodkiewicz, który w początkach oddał Towarzystwu zawodowe zdolności; wreszcie dr. Walery Momidłowski, który przez szereg lat był przewodniczącym Towarzystwa i poświęcił mu najwięcej rzetelnej pracy i trudu. Inni też wiele się przyczynili do rozwoju "Bazaru", wszyscy księża, urzędnicy, nauczyciele poparli go jużto udziałami, jużto biorąc w nim towary. Gdybyśmy tak zawsze i wszędzie robili, tobyśmy się dobrze biedzie oganiali.