Od połowy sierpnia dochodziły do Dzikowa tylko głuche odgłosy strzałów armatnich, pochodzące z bitew, jakie toczyły się wówczas pod Kraśnikiem, Kielcami, następnie pod Niedrzwicą i Lublinem. Ludzie wsłuchiwali się w ten huk armatni, a niektórzy chcąc go lepiej słyszeć, przykładali ucho do ziemi i w ten sposób potrafili nawet rozróżnić strzały rosyjskie od austrjackich.
Wśród wieści o walkach za Sanem koło Radomyśla i o zajęciu przez Austrję lewego brzegu Wisły od Sandomierza w górę rozpoczął się olbrzymi pochód wojsk austrjackich na Kraśnik i Lublin. Były to wojska należące do korpusu krakowskiego, złożone przeważnie z Polaków, w mniejszej części z Czechów i Niemców. Wszystkie przeciągały przez Tarnobrzeg i Dzików.
Na wojnę zanosiło się już dobrze w r. 1909 na wiosnę, a jeszcze bardziej w 1912/13 z powodu spraw bałkańskich, ale wtedy mocarstwa pogodziły się między sobą, a do wojny większej nie przyszło.
Z powodu ciągłych wieści i zapowiedzi wojennych ludność oswoiła się z niemi i przestała się niemi trwożyć, więc nawet po zamordowaniu następcy tronu austrjackiego i jego żony, w czerwcu 1914 r. przyjmowali głosy o wojnie dość obojętnie i spodziewali się, że i tym razem do wojny światowej nie przyjdzie.