Tarnobrzeg i okolice po roku wojny. Ratowanie ludności dotkniętej klęskami wojennemi
Nim rok upłynął od wybuchu wojny, okolica tutejsza widziała dziewięć wielkich przemarszów armij wojennych, mianowicie przeszły tędy pięć razy naprzód i w odwrocie armje austrjackie i cztery razy armje rosyjskie. — Powiat dwukrotnie był zajmowany przez Rosjan. Pierwszy raz przez trzy tygodnie, drugi raz prawie ośm miesięcy, od 5 listopada 1914 r. do 22 czerwca 1915 r. — Trzykrotnie toczyły się tu wielkie bitwy: pierwsze 3-dniowe, później przez październik 1914 r. nad Sanem, następnie 6-tygodniowe od 14 maja do 22 czerwca 1915 r.
Tak przemarsze, jak bitwy sprowadzały ogromne zniszczenie, największego jednak spustoszenia dokonały ostatnie 6-tygodniowe walki i ostatni odwrót Moskali.
W Dzikowie spłonęło w owym czasie parę gospodarstw od strzałów armatnich.
Więcej ucierpiał Tarnobrzeg. Kościół OO. Dominikanów był znowu przez dwa dni celem pocisków armatnich, ponieważ na wieży był ukryty oficer rosyjski i kierował stamtąd telefonicznie ogniem bateryj rosyjskich. Później, gdy naokoło padające granaty austrjackie groziły zniszczeniem wieży, przeniósł się na lipę w ogrodzie klasztornym. Skutkiem tego kościół uległ bardzo ciężkiemu uszkodzeniu. Sklepienie było przebite kulami, nad główną nawą zupełnie zwalone, chór z organami zniszczony, witraże wszystkie porozbijane, sama wieża mniej uszkodzona.
Wiele domów uległo całkowitemu lub częściowemu zniszczeniu, niektóre — jak budynek, w którym się mieścił sąd karny — zniknęły z powierzchni ziemi za jednym pociskiem armatnim. Handel chrześcijański »Bazar«, najprzód zrabowany, spłonął doszczętnie już w zimie, zdaje się od podłożonego ognia, celem zatarcia śladów rabunku. Na środku rynku sterczała kupa gruzów po dawnym ratuszu, spalonym już w czasie pierwszego pobytu Rosjan.
W całym mieście nie było prawie całej szyby, w wielu domach wraz z szybami powylatywały także ramy i drzwi. Po ogrodach i ulicach miasta powyrywane były pociskami armatnimi liczne doły, głębokie na 3–4 m., szerokie na 6 m.
Przed drugiem wkroczeniem Rosjan mieszkańcy w ośmiu dziesiątych częściach uszli z miasta, między uchodźcami byli wszyscy żydzi z wyjątkiem kilku kalek, którzy uciekać nie mogli. W mieszkaniach opuszczonych nie zostało prawic nic mebli. Wywiezione zostały częścią przez Moskali, częścią rozebrane przez ludność okoliczną. Poniszczone zostały w znacznej części biura władz państwowych i samorządowych, urządzenia instytucyj społecznych, ocalało jedynie starostwo, pomieszczone w budynku klasztornym. Sklepy zostały doszczętnie zrabowane.
Wszystkie ulice i podwórka, zanieczyszczone niemożliwie, były gniazdami różnych chorób.
Najwięcej jednak ucierpiały wsie położone na linji bojowej. Prawie doszczętnie zostały spalone: Kajmów, Ocice, a w znacznej części Miechocin, Machów, Mokrzyszów, Stale, Wydrza, Zabrnie, Majdan Zbydniowski, Wólka Turebska, Pilchów, Brandwica, Jastkowice.
Według obliczeń w powiecie tarnobrzeskim było spalonych 1.200 zagród włościańskich, nadto znaczna część miasteczka Rozwadowa leżała w gruzach już po walkach jesiennych, toczących się nad Sanem.
Jeszcze większemu zniszczeniu uległ sąsiedni powiat niżański, rozciągający się dalej na wschód, gdzie było spalonych 1.700 gospodarstw chłopskich i 850 domów mieszkalnych w miasteczkach Nisku, Rudniku, Ulanowie.
Pogorzelcy gnieździli się w dołach ziemnych i szałasach na prędce skleconych.
Dwory i folwarki, których właściciele przeważnie nie byli na miejscu, zostały spalone albo zrabowane.
W pasie szerokości mniej więcej jednej mili pola zryte były rowami strzeleckiemi, podziemnymi przejściami i kryjówkami dla rezerw, najeżone drutami kolczastymi. Okopy takie miałem także na swoim polu koło domu, zbudowane przez Moskali w czasie zimy.
Z powodu toczących się jesienią i na wiosnę bitew, a przytem z braku sił roboczych pola nie mogły być albo całkiem albo w części obrobione i obsiane, zwłaszcza ogromne łany ziemi dworskiej leżały przeważnie odłogiem, zarosłe różnem zielskiem.
Pożogą wojny dotknięte także zostały w okrutny sposób lasy, tak dworskie, jak gminne. — W czasie toczących się bitew były one rozmyślnie podpalane, celem wstrzymania ataku, zresztą paliły się wciąż wskutek zapuszczenia ognia przez nieostrożność i słabszego dozoru ze strony służby lasowej Nie było też nic przykrzejszego nad widok płonących lasów szpilkowych i niszczejącej żywej przyrody. — Prócz tego na dużych przestrzeniach były one zestrzelane pociskami działowemi i karabinowemi, poprzecinane rowami strzeleckiemi i szerokiemi linjami, celem uzyskania dostępu do okopów i wolnego poła wystrzału. Obliczano, że takich zniszczonych lasów z dawnej puszczy sandomierskiej było przeszło 35.000 morgów.
Miary nieszczęść, jakie spadły na ludność dopełniały choroby zakaźne. Szczególnie czerwonka grasowała nadmiernie i zabierała wiele ofiar. Prócz tego panowały tyfusy brzuszny i plamisty, influenza, świerzby, wysypki. Po drogach spotykało się wciąż pogrzeby ciągnące ku cmentarzom.
Okolica została ogołocona ze wszystkiego najbardziej w czasie ostatniego odwrotu Moskali. Moskale, cofając się ostatecznie 22 czerwca 1915 r., zabierali z sobą wszystkich mężczyzn od lat 15–50, nadto brali konie i krowy. Mężczyzn z Dzikowa, Tarnobrzega i Miechocina zabrali około 200. Z tych tylko kilku zdołało wymknąć się w drodze i wrócić do domu, reszta popędzona została aż pod Ural. Krowy wybrali tak, że w całym Dzikowie zostało ich tylko kilkanaście, których odszukać nie potrafili.
Brak artykułów pierwszej potrzeby: mąki, tłuszczów, cukru, opału, nafty — dawał się coraz bardziej we znaki. W Tarnobrzegu można było wszystkich piekarzy obejść i nie dostać jednej kromki chleba.
Z powodu ubytku sił roboczych i gorszej gospodarki rolnej brak było żywności nawet u kilkumorgowych gospodarzy.
Mnożyły się wypadki nocnego włamywania się, kradzieży zboża, ziemniaków, drobiu, opału.
Następnie pole bitew oddalało się stąd coraz bardziej. W tym samym dniu, kiedy Moskale wyszli z Tarnobrzega, odzyskany był przez wojska austrjackie Lwów, 31 lipca 1915 r. zajęty był Lublin, 5 sierpnia Warszawa. W końcu linja bojowa ustaliła się daleko na wschodzie i dalsza wojna toczyła się zdala od tych stron.
Wówczas to po roku wojny, rozległ się głos, Ojca św., Benedykta XV, wzywający państwa i władców, prowadzących wojnę do zaprzestania okropnego przelewu krwi i przywrócenia pokoju. Najważniejszym warunkiem trwałego pokoju miało być spełnienie słusznych praw i sprawiedliwych dążeń ludów, jęczących pod jarzmem obcych. Głos ten jednak pozostał jeszcze głosem wołającego na puszczy, — narody krwawiły się dalej w ciężkich zmaganiach wojennych.