Wybuch wojny światowej
Na wojnę zanosiło się już dobrze w r. 1909 na wiosnę, a jeszcze bardziej w 1912/13 z powodu spraw bałkańskich, ale wtedy mocarstwa pogodziły się między sobą, a do wojny większej nie przyszło.
Z powodu ciągłych wieści i zapowiedzi wojennych ludność oswoiła się z niemi i przestała się niemi trwożyć, więc nawet po zamordowaniu następcy tronu austrjackiego i jego żony, w czerwcu 1914 r. przyjmowali głosy o wojnie dość obojętnie i spodziewali się, że i tym razem do wojny światowej nie przyjdzie.
Tymczasem wybuch wojny szybko się zbliżał. Austrja przesłała Serbji ultimatum, następnie wypowiedzenie wojny, poczem wojna zataczała coraz szersze kręgi.
Dnia 1 sierpnia 1914 r. ogłoszona została u nas ogólna mobilizacja, każdy wojskowy, urlopnik czy rezerwista, do 42 roku życia miał zgłosić się w przeciągu 24 godzin w swoim regimencie. Starostwo tarnobrzeskie zaraz w nocy wysyłało ogłoszenie o tem do wszystkich gmin w powiecie przez umyślnych wysłańców. Ja również jako wójt musiałem zawiadomić wszystkich wojskowych w Dzikowie, ażeby natychmiast wychodzili do miejsca swego przeznaczenia, przeważnie do Rzeszowa. Na drugi dzień około południa już żadnego powołanego w gminie nie było, wyruszyli wszyscy do swych punktów zbornych.
Oprócz powołanych przez władze austrjackie gromadzili się równocześnie małoletni ochotnicy od 14 do 20 lat i wychodzili do Legjonów przeważnie w skrytości przed rodzicami. Nazajutrz slyszało się tylko w różnych miejscach wsi powszechny płacz i lament. Matki opowiadały, że synowie ich w nocy po cichu jako ochotnicy poszli do Legjonów, ale wkrótce dały się pocieszyć tem, że legioniści pomogą Austrji, pobiją Moskala i w ten sposób będzie odbudowana Polska, Ojczyzna nasza.
Jak wyrachowałem, to z Dzikowa wyszło 15 ochotników do legionów, w tem 2 moich wnuków, z Tarnobrzega 16, z innych wsi i miasteczek w powiecie wyszło 120, z tego z samego Radomyśla nad Sanem było 36. Wśród ochotników najwięcej było młodzieży rzemieślniczej i szkolnej.
Duch i poświęcenie w narodzie było nadzwyczaj wielkie, szczere i chetne, na wspomnienie, że Polska będzie przywróconą, gotów był każdy dać wielką ofiarę z mienia i życia.
Dnia 5 sierpnia 1914 r. Austrja wypowiedziała wojnę Rosji, a już 9 13 sierpnia rozpoczęły się walki między wojskami austrjackiemi za Sanem w powiecie tarnobrzeskim. Do pierwszej potyczki przyszło tam we wsi Chwałowicach, gdzie znajdował się niewielki oddział austrjacki, złożony z żołnierzy pospolitego ruszenia, żandarmów i strażników skarbowych, na których napadli kozacy. O wyniku tej pierwszej potyczki były podawane ustnie i w gazetach najsprzeczniejsze wiadomości zwłaszcza o stratach wśród kozaków, których miało zginąć 30 zgórą, a kilkunastu dostało się do niewoli. W każdym razie kozacy cofnęli się wtedy, ale ustępując podpalili wieś, tak, że w Tarnobrzegu widoczny był pożar, t. j. wielki słup dymu.
Tegoż dnia przywieziono do Tarnobrzega koleją pierwszego rannego. Na stacji zgromadził się spory zastęp publiczności. Rannego przywieziono z wszelkiemi ostrożnościami i wygodami do szpitala. Publiczność okazywała mu wielkie współczucie.
Dnia 13 sierpnia zajęli Austrjacy lewy brzeg Wisły, t. j. po stronie Królestwa Polskiego. Brzeg ten opanowały oddziały pospolitego ruszenia złożone z Polaków. Przeprawiły się one przez Wisłę na promach w odstępach mniej więcej milowych. Przeprawa odbywała się bez walki, gdyż Rosjanie ze straży granicznej, t. j. objeszczycy, zaraz po wybuchu wojny opuścili te strony. Tylko pod Tarnobrzegiem nim oddział zaczął się przeprawiać, otwarto na krótko ogień karabinowy, przypuszczano bowiem, że na drugim brzegu znajdują się jeszcze Moskale. Pierwsze te strzały wywołały wielkie wrażenie i przestrach zwłaszcza wśród ludności po tamtej stronie Wisły.
Objeszczycy, opuszczając swoje kasarnie w tych stronach, zapowiadali, że niedługo po pobiciu Austrji na swoje miejsca powrócą, żeby zaś ludność tem silniej była o tem przekonaną, pozostawiali w kasarniach wszystkie swoje zasoby, jak: sprzęty, ubrania, bieliznę, siodła, — siano i owies zlali naftą, żeby nie służyły za paszę dla koni austrjackich. Wódkę wszędzie w składach monopolowych z kadzi i flaszek wylali, więc mówiono żartem, że Moskal tak wódkę lubi, że nie chciał się z drugimi podzielić, wolał wylać.
Kasarnie objeszczyków zajęły austrjackie oddziały pospolitego ruszenia pod komendą żandarmerji, liczące mniej więcej po 40 ludzi, mające za zadanie strzec brzegów Wisły, którą na galarach transportowano armaty i wojsko pod Kraśnik i Lublin.
Zachowanie się tych oddziałów i stosunek ich do ludności był dobry, nawet wzorowy.