Obalanie urzędów gminnych
Dużo też nienawiści i złości gromadziło się wśród ludności w czasie wojny przeciw urzędom gminnym i wójtom. Urzędy gminne bowiem obowiązane były sporządzać wykazy, ile kto ma oddawać zboża do magazynów rządowych, wykazy uprawnionych do otrzymywania kart na chleb i inne artykuły spożywcze, wykazy poborowych do wojska i t. p. Niejeden czuł się pokrzywdzonym przez urząd gminny, szemrał i narzekał na wójta, odpowiedzialnego za urzędowanie gminne, a kobiety głośno odpowiadały: »Niech tylko nasi mężowie z wojny powrócą, to wójtowi dobrze stołka podstawimy«.
Z drugiej strony urząd gminny musiał wykonywać polecenia władz przełożonych, szczególniej starostwa, wójt musiał tak tańcować, jak mu starosta zagrał. Najgorzej było wójtom, którzy nie skończyli jeszcze 50 lat i byli w wieku poborowym, bo jeżeli taki wójt czego nie wykonał, starosta groził mu wysłaniem do wojska do okopów. Pogróżki takie padały nieraz na miesięcznych sesjach wójtowskich. Ja wprawdzie takiej kary nie bałem się, bo miałem już w owym czasie przeszło 70 lat, ale rozkaz władzy zwierzchniej był rozkazem i musiało się go wykonać.
Zaraz po ustaniu wojny zaczęło się w całym powiecie jak na komendę obalanie i usuwanie dotychczasowych urzędów gminnych i doraźne wprowadzanie nowych. W Dzikowie dokonało się to w niedzielę 16-go listopada 1918 r. w następujący sposób:
Po południu tego dnia byłem — jak zwyczajnie — na nieszporach. Gdy wracałem z kościoła, zauważyłem już z daleka przed kancelarją gminną, która wtedy mieściła się w sąsiedztwie mojego domu, gromadę ludzi złożoną przeważnie z kobiet, a w mniejszej części z parobczaków, którzy świeżo z wojny powrócili. Ci mieli przeważnie pałki w rękach. Gdy się do nich zbliżyłem, odezwały się drwiące głosy: "Wójcie, tak się długo w kościele modlicie, a my tu na was czekamy". Mówię do nich: "Dlaczegoście mnie naprzód nie zawiadomili, że macie sprawę do mnie, to ja bym na was czekał. Jaki macie interes? Chodźcie do kancelarji, na ulicy nie będziemy sprawy załatwiać". Weszli hurmą do kancelarji, która w jednej chwili tak się wypełniła, że zaledwie mógł jeden koło drugiego stanąć, a trochę nawet zostało za drzwiami. Ja znalazłem się w środku tego zgromadzenia, ściśnięty zewsząd, — wyglądałem, aby oświadczyli, czego chcą. Zaczęli ze mną jakby protokół, żądając bezładnie usprawiedliwienia się z wójtostwa, ale nie chcieli dużo czasu na to tracić bo i wieczór zachodził, a jak zauważyłem, najpilniej było kobietom kolację gotować i krowy doić. Wtedy wystąpił organista Zagaja, który całej gromadzie przewodził, i krzyczy donośnym głosem: "Czy chcecie starego wójta zrzucić, bo się już dosyć naurzędował!" Zerwała się wrzawa i pisk nie do opisania: "Chcemy, chcemy!" "Kogo chcecie wybrać na wójta?", zapytuje w dalszym ciągu: "Jan Stala, Jan Stala!" Znowu wrzask i zgiełk, jak na targu. Zebranie zamieniło się w zgraję, w której każdy starał się wrzeszczeć najgłośniej. Doszedłem w końcu do głosu i mówię: "Skoro mnie z wójtostwa zrzucacie i nowego wójta obieracie, więc ja także nie chcę być waszym przedstawicielem i jutro urzędowanie swoje złożę, t. j., oddam księgi gminne, akty i rachunki nowemu wójtowi i będzie wam już dobrze". Zgodzili się na to po targach ze mną i między sobą (niektórzy chcieli urzędowanie zaraz przejąć) i na tym się zgromadzenie zakończyło.
Na drugi dzień rano oddałem uporządkowane akta i rachunki gminne nowemu wójtowi, który przyszedł do kancelarji z kilkoma mężami zaufania. Nie wiedziałem jednak, co powie na to starostwo, że urzędowanie zdałem tak nielegalnie obranemu wójtowi, czy nie spotka mnie z tego powodu nagana. Zaraz więc poszedłem do Starostwa i rzecz całą przedstawiłem. Na to komisarz Strzyżowski, zastępujący starostę, oświadczył, że w Dzikowie skończyło się jeszcze nie najgorzej, bo w niektórych gminach — jak miał doniesienia — nie tylko pousuwano wójtów, ale jeszcze pobito. W takich okolicznościach — mówił — niema innego wyjścia, jak usunąć się od urzędowania. Wyszedłem więc stamtąd zupełnie uspokojony.
Tak więc po 40 przeszło latach urzędowania przestałem być wójtem w Dzikowie. W czasie wojny, gdy urzędowanie to było ciężkie i wójtostwa trzymali się tylko młodsi ludzie, chroniąc się w ten sposób przed służbą wojskową, ciągle byłem zajęty myślą, żeby się uwolnić od tego ciężaru. Wiedziałem jednak, że nie da się to tak łatwo przeprowadzić, bo muszą być wybory gminne, muszą być zatwierdzone przez starostwo, musi nastąpić formalne zdanie urzędowania nowej zwierzchności i t. p., a tu niespodziewanie stało się zupełnie inaczej, bo w kilku minutach dokonało się wszystko.
W całym powiecie wówczas z chwilą zrzucenia panowania austrjackiego, t. j., od 1 listopada 1918 r., nastąpił podobny przewrót w gminach tak, że nie ostał się prawie żaden stary wójt przy urzędowaniu. Przewrotu tego dokonała przeważnie młodzież, która z wojny powróciła. Poobalano dotychczasowe zwierzchności gminne z radami, a na ich miejsce potworzono komitety gminne. Starostwo chcąc wprowadzić jakiś porządek, komitety te ulegalizowało, mianowicie przewodniczących komitetów mianowało komisarzami rządowymi (wójtami) i zaprzysięgło ich, nadto przydało im rady przyboczne, które miały w sprawach gminnych głos stanowczy.
Stosunki te jednak nie okazały się trwałe. W Dzikowie na przykład nowy wójt urzędował do 13 września 1919 r., więc niespełna rok, przyczem miał wiele kłopotu i został z wójtostwa zrzucony. Potem był wójtem Jan Ordyk i urzędował do 30 lipca 1921 r. W tym dniu odbyły się nowe wybory gminne. W przeciągu więc niecałych trzech lat obierano trzech wójtów.
Ale mieszkańcom gminy już się te ciągłe wybory sprzykrzyły, więc w r. 1921 przed wyborem nowej zwierzchności gminnej część radnych zwróciła się do mnie z oświadczeniem, że postawią mnie jako kandydata na wójta i będą na mnie głosować, a prosili, żebym kandydaturę przyjął. Podziękowałem im szczerze za to zaufanie, powiedziałem jednak, że nie mogę już obciążać się takim obowiązkiem. Zatem wybrano mnie, jako najstarszego z Rady przewodniczącym i proszono, abym od siebie postawił wniosek, co do wyboru zwierzchności gminnej. Uczyniłem to i według moich wniosków wybrano wójta, jego zastępcę i trzech asesorów. Trzecim z kolei wójtem po mnie został obrany Jan Dąbek i urzędował całe sześciolecie. Dnia 5 stycznia 1928 r. odbył się wybór nowej zwierzchności gminnej i wójtem został wybrany syn mój, Wojciech Słomka.