Upadek rządów austrjackich w Tarnobrzegu
Gdy na połach bitew następował pogrom państw centralnych i zbliżały się rokowania pokojowe, z których Polska miała wyjść jako państwo niepodległe, na ziemiach polskich panowały ciągle jeszcze państwa zaborcze. Ale czuć było coraz wyraźniej, że siła wojenna Austrji słabnie, brak było chleba, głód wzmagał się z każdym dniem, żołnierze uciekali z wojska, z szeregów, kryli się po lasach, polach, domach, gdzie kto mógł, ludność żywiła ich pokryjomu, znać było coraz mniejszą sprawność i wzrastające rozprężenie w wojsku, w starostwach i we wszystkich władzach państwowych.
Wreszcie w ostatnich dniach października 1918 r. nastąpił zupełny upadek Austrji. W Tarnobrzegu upadek ten ujawnił się najjaskrawiej 31-go października. W dniu tym gromadziło się na rynku w Tarnobrzegu wielu dezerterów wojskowych, którzy mieli bączki (rozetki) austrjackie z czapek pozrywane, nie salutowali już, t. j., nie pozdrawiali swojej starszyzny, i cichaczem opowiadali, że w innych miastach Galicji dokonywa się rozbrajanie wojsk austrjackich i że już jest po Austrji. Zgraja takich dezerterów napadła wówczas w mieście żandarma z Mokrzyszowa Jana Michalskiego, rozbroiła go i pobiła tak, że musiał szukać poratowania w szpitalu. Wieczorem tegoż dnia, w czasie przedstawienia kinowego w sali »Sokoła«, nadjechał z Krakowa porucznik Jan Czopek z Sielca, a przerwawszy przedstawienie, ogłosił zebranym upadek Austrji i objęcie rządów w Krakowie przez Polaków. Publiczność przyjęła wiadomość tę z wielka radością.
W nocy utworzyła się już w Tarnobrzegu Komenda miasta, złożona z oficerów rezerwowych najstarszych rangą, majora Pawlasa i kapitana Starego. Nad ranem udali się oni do pułkownika austrjackiego Meinla, który wówczas ze swoim bataljonem kwaterował w Tarnobrzegu, i oznajmili mu, że go wraz z całym bataljonem uważają za rozbrojonego, co tenże przyjął do wiadomości i swoim ludziom oznajmił.
Ale ogół ludności o tych nadzwyczajnych wydarzeniach jeszcze nie wiedział. Gdy rankiem w dzień Wszystkich Świętych szedłem do kościoła, było cicho i ponuro, jakby każdy był we śnie. Kiedy zaś koło 8-ej godziny wracałem do domu i szedłem obok szkoły powszechnej, w której wówczas mieściły się kwatery wojska austrjackiego, spostrzegłem ruch niezwykły. Żołnierze wysypywali się z kwater, biegli koło mnie wołając radośnie: »Do domu, do domu!« Na kwaterach porzucali bezładnie karabiny, amunicję, tornistry, a brali tylko swoje manatki i pędzili ku stacji kolejowej.
Nagle jakby spod ziemi wyrosła polska młodzież uzbrojona, głównie studenci z tarnobrzeskiej szkoły realnej, którzy zajęli się rozbrajaniem do reszty wojska austrjackiego. Jak który żołnierz chciał powrócić do domu z bagnetem czy innem uzbrojeniem, to go zatrzymywali na drodze, na stacji kolejowej i rozbrajali, odbierali mu też drugi mundur czy inne części okrycia. Nie pomogły tłumaczenia żołnierzy, że coś jest im potrzebne, że to ich własne rzeczy, — każdego puszczali z tem tylko, co miał na sobie. Do południa nie było u nas żadnego żołnierza austrjackiego, a byli na kwaterach ostatni Niemcy. Osobom wojskowym i żandarmerji zrywano z czapek bączki, a przypinano orzełki polskie.
Nazajutrz dostałem zaproszenie na zebranie obywatelskie w Radzie powiatowej w Tarnobrzegu. Gdy tam przybyłem, zastałem kilkudziesięciu obywateli, wszyscy byli uradowani, witali się słowami: »Polska zmartwychwstała, mamy już Polskę!« Zaczęły się zaraz narady, aby usunąć do reszty rządy austrjackie, a zaprowadzić polskie. Uchwalono usunąć z urzędu dr. Kazimierza Federowicza, który był starostą w Tarnobrzegu od lipca 1917 r. i okazał się na tym urzędzie zbyt gorliwym sługą rządu austrjackiego, nieprzychylnym dla swoich. Mówiono o nim, że nie myślał o tem, by ludowi dobrze robić, by biedę jego łagodzić, by mu iść z pomocą, choćby z tą urzędową według przepisów i rozporządzeń austrjackich, że utrudniał i opoźniał rozdział artykułów pierwszej potrzeby, jak cukier, mąka, nafta, a natomiast przeprowadzał bezwzględnie rekwizycję zboża i zubożał powiat, dopuszczał do tego, że w starostwie zalegało bardzo wiele nie załatwionych podań o zasiłki wojskowe i amerykańskie.
Starostę tego składano teraz z urzędu, postanowiono natomiast urząd ten powierzyć tymczasowo komisarzowi starostwa Eugenjuszowi Strzyżowskiemu,który uchodził za uczciwego urzędnika-Polaka. Do przeprowadzenia tych uchwał wybrano komitet, do którego weszli: Inż. Jan Bochniak, dr. Antoni Surowiecki, dr. Ryszard Urbanik, ks. Alojzy Serafiński, dr. Ernest Habicht, pełnomocnik dóbr dzikowskich, Wojciech Wiącek, Jan Słomka starszy, Adam Jamroż, konduktor meljoracyjny. Poszliśmy niezwłocznie do starostwa, a ponieważ Federowicza nie zastaliśmy, więc trzech członków (Urbanik, Wiącek i Jamroż) skierowało się do niego do domu i poprosiło go o przybycie do urzędu. Gdy przybył, inż. Bochniak imieniem komitetu przedstawił mu uchwałę zebrania obywatelskiego z poleceniem, że ma zaraz całe urzędowanie, akta, kasę i t. p. oddać komisarzowi Strzyżowskiemu. Na Federowiczu zrobiło to wielkie wrażenie, ale przyjął postanowienie to bez oporu w milczeniu, pożegnał się z nami i wyszedł z kancelarji, a my powierzyliśmy dalsze kierownictwo starostwa Strzyżowskiemu, czyniąc go za sprawowanie tego urzędu we wszystkiem odpowiedzialnym.
Tegoż dnia rano, Komenda miasta wezwała do siebie komendanta żandarmerji rotmistrza Friedla i oznajmiła mu, że całą żandarmerję uważa za rozbrojoną, a zarazem poleciła mu, ażeby komendę żandarmerji i cały inwentarz oddał por. Tomaszowi Dąbalowi, b. słuchaczowi praw, pochodzącemu z Sobowa w powiecie tarnobrzeskim, który był przysłany na to stanowisko przez gen. Roję z Krakowa. Po odebraniu komendy Dąbal aresztował rotmistrza pod zarzutem, że żandarmerja w jego okręgu strzelała nieprawnie do dezerterów, dopiero Komenda miasta uwolniła go na prośbę Friedlowej, poczem zaraz nazajutrz wraz z żoną wyjechał w asystencji Dąbala do stacji kolejowej, a stąd odjechał w strony rodzinne do Czech.
Jednocześnie wspomniany Komitet obwieścił rządy polskie w sądzie, w urzędzie podatkowym, na poczcie i w innych urzędach, pozostawiając jednakże wszędzie dotychczasowych funkcjonarjuszów. I tak w jednym dniu zgasło tu panowanie austrjackie, a nastało polskie. Wszyscy urzędnicy, którzy byli uważani za rzetelnych i mających prawdziwie polskiego ducha, pozostali nadał na swoich stanowiskach.